Aktualności

Aktualności 19.06.13
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Nowy rozdział pojawi się w następnym tygodniu :>
Założyłyśmy ask'a możecie więc zadawać pytania bohaterom jak i autorkom! Po prawej stronie możecie zadać pytanie bezpośrednio przez bloga. xx
http://ask.fm/manyproblems2girls2worlds


sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 6


Oczami Rity


Nie mam pojęcia dlaczego ustawiłam sobie na dzwonek budzika -pianie koguta. Może dlatego,że spotkanie go w Madrycie graniczy z cudem. Tym razem pianie obudziło mnie wcześniej, bo już o 6 wyrwało mnie ze snu. Zaspana wymacałam wyłącznik i powoli wstałam. Miałam godzinę na ogarnięcie się. Jedne drzwi dzieliły mnie od łazienki. Gdy już się tam znalazłam, wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i tylko w ręczniku okrywającym moje ciało udałam się do garderoby .Kropelki wody spływały po moich włosach, zatrzymując się na ramionach. Zimna woda na rozgrzanym ciele powodowała ciarki. Lubiłam to uczucie.
Skoro dziś taki ważny dzień dla ojca, nie mogłam go zawieść. Przecież na pewno będzie chciał pochwalić się córeczką. Wybrałam spódnice z zakładkami w kolorze turkusowym (który jak mówi Kevin ‘idealnie podkreśla moją cerę’), białą koszule z malutkimi, różowymi różyczkami oraz złote czółenka. Do tego naszyjnik, bransoletka i kilka pierścionków w kolorze obuwia- i stylizacja gotowa.
Kevin byłby ze mnie dumny.
Włosy zdążyły mi już wyschnąć, więc postanowiłam zakręcić je na lokówce .Gdy loczki opadały  na moje obojczyki, zabrałam się za makijaż. ‘Mniej znaczy więcej’ –kolejna złota rada przyjaciela, która w tej chwili okazała się bardzo pomocna. Zrobiłam małe kreski na oczach, usta musnęłam jasną szminką, a policzki przypudrowałam różem .Musiałam stwierdzić, że wyglądam całkiem nieźle. Obawiałam się jedynie tego, że w Leeds, gdzie właśnie się wybieram pogoda nie jest zbyt ciekawa. Z szafy wyjęłam futro ,mając nadzieję że ochroni mnie przed zimnem. Do podręcznej torby spakowałam butelkę wody, gumę do żucia, książkę do francuskiego i oraz moje ukochane mp4. Zostało mi trochę czasu, więc postanowiłam zadzwonić do przyjaciela.
-Hej słonko, co u Ciebie słychać?- usłyszałam głos mężczyzny.
-Ej! Ja miałam Cię spytać o to samo, haha- taki był Kevin. On mógł czuć się beznadziejnie, ale ja i tak obchodziłam go najbardziej.
 Nie chciał zbyt dużo mówić o swoim stanie, powiedział jedynie że ‘jeszcze żyje’. Taka odpowiedź mnie nie satysfakcjonowała.
 Pogawędkę przerwał mi głos z dołu:
-Rita! Mamy 5 minut do wyjazdu, a ty nadal nic nie jadłaś. Za 10 sekund widzę Cię na dole wcinającą śniadanie!- krzyknęła mama.
Kevin najwidoczniej to usłyszał, więc pożegnał się i życzył mi miłej zabawy. Już po chwili, z pełnym brzuchem wsiadałam do samochodu, aby udać się na lotnisko. Anglio- nadchodzę!

Brr. Tak jak myślałam, pogoda różniła się od tej w słonecznej Hiszpanii. Po prawie 5 godzinnej podróży (wliczają w to lot samolotem i podróż samochodem, z Londynu do Leeds) jestem strasznie zmęczona i szczerze mówiąc ,nie mam ochoty spotykać się z państwem Gates.

 Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po przekroczeniu progu, to ogromna przestrzeń. Pani Pattie, miła brunetka zaprosiła nas do pokoju, gdzie mieliśmy spożyć kolacje. Ojciec, w drodze do Anglii opowiadał mi co nie co o tej rodzinie. Bill Gates jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie, ma udziały miedzy innymi w New York Times, tak jak mój tata. Tam właśnie się poznali. Ma córkę w moim wieku. Jednak od przybycia tu, jeszcze jej nie widziałam.
Jako pierwsze na stole ukazały się przekąski, typowo angielskie. W pewnej chwili Sam (kobieta, która je przyniosła) doprowadziła do stołu wysoką dziewczynę. Corrie- bo tak przedstawił ją jej ojciec, miała blond włosy, ładne oczy i zadziorny uśmiech. Na pierwszy rzut oka bardzo różniła się ode mnie i szczerze wątpiłam w to, że się dogadamy. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła naprzeciwko mnie. Rodzice rozmawiali o interesach, a my, jak na grzeczne dziewczynki przystało- siedziałyśmy cicho. Po głównym daniu przenieśliśmy się na taras. Ich ogród był piękny, ale nie mógł równać się z naszym. Mimo starań architektów, ogród wyglądał nienaturalnie na tle pochmurnego miasta.
Bill zaproponował, abym udała się z jego córką na górę, do jej pokoju. Widziałam ten entuzjazm w oczach blondynki. Jak znam życie, miała więcej ciekawych zajęć. Nie wyglądała na szarą myszkę która lubi zaszyć się w samotności i poczytać książkę. Wręcz przeciwnie.
-No więc, mieszkasz w Hiszpanii, tak?- spytała, chociaż miałam wrażenie że wcale jej to nie obchodziło.
-Tak się złożyło-odpowiedziałam krótko, bo nie miałam ochoty ciągnąć rozmowy.
-Zazdroszczę. Najchętniej wyjechałabym tam, choćby teraz.-dokończyła zdanie i w jej oczach pojawiły się łzy. Kapały, a właściwie lały się strumieniami przez około 3 minuty. Nawet nie próbowałam jej pytać o co chodzi, bo i tak by mi nie powiedziała. Przysunęłam się do niej i ostrożnie  przytuliłam. Odwzajemniła mój uścisk, wtedy poczułam ładny, mocny zapach perfum dziewczyny.

-Dziewczynki! Zejdźcie na dół, Sam przygotowała deser- usłyszałyśmy męski, donośny głos.
Chwile zajęło nam ogarnięcie Corrie, by już po chwili wyglądała jakby nic się nie stało. Przed wyjściem dziewczyna złapała mnie za rękę i powiedziała:
- Przepraszam, nigdy się tak nie zachowywałam.. Ale..Eh..
Widziałam, że dziewczynie była bardzo ciężko, więc postanowiłam jej przerwać i zakończyć ten temat. Powiedziałam, że nic nie szkodzi, że każdy człowiek tak czasami ma.
Zeszłyśmy do pokoju, po czym jak dawniej usiadłyśmy na tych samych miejscach.
-Miło się rozmawiało z córką?- spytał pan Gates. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w sumie prawie wcale nie rozmawiałyśmy, a nie chciałam kłamać.
-Pańska córka jest naprawdę bardzo miła-odpowiedziałam, uśmiechając się.
-W to nie wątpię. Jak chce potrafi być aniołkiem, wykorzystuje to, jak bardzo ją kocham- kontynuował-Dlatego razem z jej matką wpadliśmy na pomysł. Corrie- teraz zwrócił się do niej-wylatujesz do Francji! Sama- dokończył.
Momentalnie spojrzałam na dziewczynę. Widać, że była zdziwiona i wcześniej nie miała o tym pojęcia. Najwyraźniej pan Bill oczekiwał od niej jakiejś odpowiedzi, ale była zbyt zszokowana więc ja postanowiłam przejąć  inicjatywę.
-Ojcze, chce jechać z nią-powiedziałam już do mojego taty.
W tym momencie Corrie wydała się jeszcze bardziej zszokowana tym faktem, więc  delikatnie chwyciłam ją za rękę pod stołem.


-O! Jeszcze lepiej. Z tego co opowiadałeś, twoja córka jest bardzo dojrzała. Więc mam nadzieję , że mi tam przypilnuje trochę córki!- uśmiechnął się.
Papa z początku się nie zgadzał, ale po długiej namowie, ze strony znajomego uległ.

‘Dziewczyno, w co ty się wpakowałaś.'

  Oczami Corrie



Chociaż za oknem świat nie przedstawiał się za ciekawie, w sumie mój humor był dzisiaj.. niezły. Nawet nie miałam zamiaru myśleć o Andy’m. Niech on cierpi, nawet nie zdaje sobie sprawy ,z tego ile stracił. Może jestem czasami pyskata i wredna, ale kochać potrafię.
Szykując ubranie podśpiewywałam ‘Party in USA’. Gdy zaczynałam refren do pokoju weszła Sam z praniem. Oczywiście nie zapukała.
-Wariatkaa- chyba chodziło jej o mój śpiew- A jeśli już mówimy o dziwnym zachowaniu, co Ci się stało?
-O czym mówisz moja droga?- spytałam
-Dziś Prima Aprilis? Nie zapukałam, nie zaczęłaś mnie wyzywać, a teraz jeszcze ‘moja droga’ ?! Jeśli to ma być jakiś podstęp, to wiedz, że się nie nabiorę- powiedziała, po czym odłożyła ubrania na szafę i wyszła.
Tak to jest. Próbujesz być miła, zarzucają Ci że udajesz. Ale dziś nie miałam zamiaru się kłócić.
Po krótkim namyśle, zdecydowałam się na białe legginsy w czarne, pionowe paski, czerwone przecierane martensy i granatową bluzkę. Pogoda w Leeds jak zwykle była przewidywalna więc wolałam założyć ramoneskę.
-Mamo, tato, Sam, wychodzę- krzyknęłam już z dołu.
-Pamiętaj że o 13 masz być w domu, mamy gości!- odpowiedziała mama. Kątem oka spojrzałam na wielki zegar wiszący przed pokoju. Dochodziła 9. Obiecałam, że wrócę na czas.
Przechadzałam się ulicami nie mając żadnego planu. W słuchawkach nie leciała Metallica, a Demi Lovato. Hah, do czego to doszło. Słucham jakiejś gwiazdki Disneya. Ale ona jest inna. Też miała trudne życie, ale poradziła sobie z trudnościami. ’Be strong’- tak brzmiało jej motto…TAK, TO JEST TO!
-Kitty, jesteś u siebie?- zadzwoniłam do przyjaciółki
-Tak i jeśli chcesz wbić, to zapraszam!- jak zwykle wiedziała o co mi chodzi.
Już po 5 kilometrach i 36 metrach  (ah, ta aplikacja na iPhone) byłam u dziewczyny.
-Jak dzwoniłaś byłaś czymś podjarana, opowiadaj o co chodzi- nie chciało się jej owijać w bawełnę.
Opowiedziałam jej wszystko. Motto Demi- niby proste ,ale bardzo przypadło mi do gustu. Skoro już za dwa tygodnie kończę 18 lat, dlaczego by nie strzelić sobie dziary? Już od małego podobały mi się tatuaże. Gdy rosłam, zadawałam się z starszymi, zazwyczaj chłopakami. Każdy prawdziwy facet, mieszkaniec Bradford (miasta położonego niedaleko Leeds) musiał mieć wytatuowaną czaszkę. A jeśli chodzi o ból, nie przejmowałam się tym. Nie raz podczas ucieczki z domu robiłam sobie krzywdę. Kasa na koncie zawsze była, więc zostało mi tylko znalezienie salonu.
Z początku przyjaciółce nie podobał się ten pomysł, no bo Corrie Gates i napis który ma dodawać jej pewności siebie? Coś nie pasowało… Nie wiedziała, że się zmieniłam. Ale nie zamierzam jej nic tłumaczyć.
-Mam!- wyrwała mnie z zamyślenia Kitty- W sumie to niedaleko, a w necie same dobre opinie- pokazała mi stronę internetową i już wiedziałam, gdzie spędzę najbliższy czas .Szybko się ogarnęłam i razem z dziewczyną udałyśmy się w drogę. Ona była starsza więc już od kilku miesięcy miała prawko.
O 12 byłyśmy na miejscu. Z zewnątrz budynek nie wyglądał dość ciekawie, ale za to w środku było niesamowicie. Już przy otworzeniu drzwi czuło się niesamowitą energie.
-O Jezu, przepraszam!- powiedział mężczyzna który kilka sekund temu wpadł na mnie.
Miał pomarańczową beanie, z pod której wyłaniały się brązowe loczki.
-Przepraszam za kolegę. On tak zawsze przeżywa kolejne tatuaże- uśmiechnął się do mnie jakiś chłopak stojący obok-  najwidoczniej jego kumpel.
-Daddy, chyba potrafię się sam wytłumaczyć.
-Nic się nie stało, naprawdę- powiedziałam zgodnie z prawdą. Oni wyszli, a ja z Kitty udałam się w głąb pomieszczenia. Przyjęła mnie kobieta, której całe ręce zdobiły tatuaże. Może wyglądała dziwnie, ale tak naprawdę była bardzo miła.
-No więc jaki tatuaż sobie życzysz?- spytała czyszcząc igły.
-Napis ‘Be strong’, o tutaj-wskazałam jej miejsce na ręce
-Się robi! Wybierz czcionkę i rozmiar. A potem zabieram się do pracy.
Nie chciałam szaleć, może nie teraz. Po około godzinie tatuaż był gotowy i zabezpieczony.
-Cholera! Już 13! Jestem spóźniona, super- krzyknęłam do przyjaciółki. Pociągnęłam ją za rękę i pognałyśmy do samochodu.
Gdy wysadziła mnie pod domem, zdążyłam krzyknąć ‘dziękuję’ i pobiegłam do drzwi. Na wejściu przywitała mnie wkurzona Sam, która oznajmiła że goście już są .No to zapowiada się ciekawie…

  Oczami Hazzy

-Genialny! Dziękuje Ci. - powiedziałem do kobiety, która wykonała bardzo dobrą robotę. Tatuaż motyla zdobiący moje ciało wyglądał niesamowicie. Chociaż trochę bolało, efekt końcowy godny był cierpienia.
-Widzisz, jakoś wytrzymałem-odwróciłem się do przyjaciela
-Harry, kochanie ty moje, przecież wiesz co fani sądzą o twoich dziarach. A gdyby nie ja, na pewno przybyło by Ci dziś ich więcej!
-Ale Liam..- próbowałem zaprzeczać
-Ja i tak znam prawdę! Odwrót na pięcie i marsz do samochodu bo inaczej twoja pewna część ciała, na tym ucierpi. Lekcje ninja nareszcie mi się na coś przydadzą!- odpowiedział
-Hahahahaha lekcje ninja? Powinieneś mieć dziewczynę!- dokończyłem zdanie i oberwałem w łeb. Chyba zasłużyłem. Liam nie lubił tego tematu. Do tej pory nie znalazł tej jedynej, a związki na jedną noc go nie interesowały.
-O Jezu, przepraszam- przez moje nie ogarnięcie wpadłem na kogoś. Liam jak zwykle próbował mnie tłumaczyć- jak to on. Blondynka powiedziała że nic się nie stało i weszła do środka.
-Harry, czy mi się wydaje, czy już ją kiedyś widziałem?- spytał Payne.
-Pewnie jakaś fanka, która miała meet&greet. No i jest ładna, więc pewnie dlatego ją zapamiętałeś- puściłem do niego oko
-Masz racje, ale zbierajmy dupy i jedzmy po naszego Bad Boya.


Oczami Rity-wyjazd z Anglii
Co za dzień! Wpakowałam się, w wyjazd do obcego kraju, z obcą dziewczyną. Raz na zawsze pożegnam się z perfekcyjnym życiem, wejdę w świat gdzie nikt nie będzie o mnie dbał tak jak było w Hiszpanii.
A skoro o tym mowa, jestem w drodze na lotnisko. Mieści się ono w Londynie, więc czeka mnie podróż samochodem z Leeds. Odpaliłam Mp4, włączyłam Elvisa i usnęłam na siedzeniu.
                                                                                    
Dziwie się trochę, że nie lecimy naszym prywatnym samolotem. Ale nie przeszkadza mi to. W końcu muszę przyzwyczaić się do normalnego życia…
Usiadłam w wolnym rzędzie. Jakoś nie potrzebowałam towarzystwa, wolałam mieć chwile spokoju i poczytać. Gdy wyjmowałam książkę z torby, wypadła z niej koperta. Była w kolorze pudrowej zieleni, z kwiecistymi zdobieniami po bokach. Mogła należeć jedynie do Kevina. Od razu przypomniałam sobie o liście, który dał mi w szpitalu. A ja głupia o nim zapomniałam. Szybko otworzyłam kopertę, uważając przy tym aby jej nie uszkodzić. Treść listu brzmiała tak:


________________________________________
No ta mamy kolejny rozdział, ocena należy do was.
CZYTASZ-KOMENTUJESZ (przypominam o ankiecie)
Jesteście ciekawi co będzie w tym liście od Kevina?

Jeśli chcesz być informowany o rozdziałach na TT, w komentarzu napisz swoją nazwę. xx

sobota, 6 kwietnia 2013

Filmik-czyli co się będzie działo dalej!

Hej!
Chciałybyśmy przedstawić wam  ten oto
filmik.Przedstawia on co się będzie działo w kolejnych rozdziałach.Mamy nadzieję,że zainteresuje was ta historia i chętniej będziecie czytać i komentować!








Martyna i Julia

+Jeśli nie działa wam tutaj,zapraszamy na YT http://www.youtube.com/watch?v=bJ8mTuHzOLE

środa, 3 kwietnia 2013

Rozidział 5

Oczami Rity


 Od czasu sytuacji na balu nie działo się nic złego. W szkole ludzie nabrali do mnie respektu, przynajmniej tak mi się wydawało.
Elita nie zwracała na mnie uwagi, jakby zapomnieli co się stało kilka dni temu.
Od tamtego czasu czuję się....szczęśliwa? W końcu odważyłam się mówić, pokonałam barierę która zabijała mnie od środka. Walczyłam z tym od dawna i w końcu się udało!
Wieczorne przemyślenia przerwało mi puknie do drzwi. Po chwili pojawiła się w nich wysoka brunetka, o ciemnych oczach jak i również ciemnej karnacji -moja mama.
-Kochanie, możemy porozmawiać? - spytała.
Zdziwiło mnie to, nie powiem. Rodzice nie zbyt interesowali się mną i moim życiem. Wiedziałam, że jeśli ty przyszła, musi mieć do mnie jakąś ważną sprawę.
-Mamo, proszę powiedz mi od razu po co tu przyszłaś. Wiem że coś musiało się stać -powiedziałam, starając się zachować spokój. Nie zdawałam sobie pojęcia, jak słowa matki mną wstrząsną.
-Córciu, jak pewnie zauważyłaś, Kevina ostatnio z nami nie ma. I nie jest na wakacjach, jak zapewne Ci mówił...
On nigdy nie kłamał- pomyślałam. Nie chciałam wierzyć w słowa matki.
-Od kilku dni jest w klinice St. Francesco. Jesteś już prawie dorosła, więc nie będę cię okłamywać. Wykryto u niego raka mózgu. A jak na pewno wiesz, późno wykryty nie daje szans na uratowanie, tak jest też w tym wypadku.-dodała po czym spuściła wzrok. Zdziwiło mnie jeszcze to, że mówi o tym z takim spokojem.
-Kłamiesz! To nie prawda! -wydarłam się na cały głos i upadłam na podłogę.
Zaczęłam płakać, drzeć  się w niebo głosy!
Emocje nie pozwalały mi się uspokoić. Co ona do cholery mówiła?
Osoba, którą kocham, osoba która jest dla mnie najważniejsza ma zginąć?!...
Po chwili zostałam sama, całkiem sama. Ona jak zwykle mnie zostawiła ..
                                                             
Wstałam o 6. Jednak dziś, obudziłam się sama, nie było uśmiechniętego Kevina od ucha do ucha przy moim łóżku. Wyszykowałam się, lecz nie miałam zamiaru iść dziś do szkoły.
Madryt jest wielkim miastem, wiecznie zatłoczonym. Kręci się tu wielu turystów, którzy często się gubią. Jestem jak oni, choć mieszkam tu prawie 18 lat. Ironia losu.
Ojciec-najważniejsza szycha w mieście nie pozwala mi poznawać uroków tego miejsca.
A szkoda. Wycieczki organizowane przez niego, polegały na zwiedzaniu najlepszych restauracji, kortów tenisowych czy golfowych. Mnie interesowały inne rzeczy, których nigdy nie było mi dane zobaczyć. Z tego co mówi Google Maps, szpital St.Francesco znajduje się około 5 kilometrów od szkoły. Wspaniale!
Szofer mnie podwiezie, spełni swój obowiązek, a ja zamiast na lekcje francuskiego (które są ciekawe, ale ten język opanowałam już do perfekcji) udam się do Kevina.
Plan wypalił i już około 9 byłam przed wejściem.
-Dzień dobry, nazywam się Rita Helu, przyszłam odwiedzić przyjaciela. Mogę wiedzieć, w jakiej sali znajduje się Kevin Levine?
-Oczywiście, z takim nazwiskiem powiem pani wszystko.
 Trzecie piętro, sala numer 5,odział intensywnej terapii -uśmiechnęła się do mnie kruczowłosa kobieta w średnim wieku.
 Zapewne chciała się podlizać, ale ja i tak nie mam zamiaru wspominać o tym ojcu. Wdrapałam się na górę i to, co zobaczyłam naprawdę mnie przeraziło. Kevin leżał otulony białą kołdrą aż po brodę, był strasznie wychudzony. Z trudem otworzył oczy, wziął mnie za rękę i powiedział:
-Kochanie, to ty? Co ty tu robisz mała? Do szkoły i to natychmiast! Pamiętaj że masz dziś lekcje gry na pianinie! -nawet na łożu śmierci dbał o mnie. O Jezu. Napisałam to. Nie, on nie umrze, nie może.
Pogadałam z nim chwilę (4 godziny) po czym wygonił mnie, bo nie chciał abym miała wielkie kłopoty. Obiecałam mu, że jeszcze go odwiedzę. Na pożegnanie dał mi list. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.

                                                                    

Oczami Andy'ego

 Przed wyjazdem z Corrie, spotkałem się z moim najlepszym kumplem- Liam’em. Przyjechał tu z zespołem, na jakieś przyjęcie – nie wnikam. Mówił coś tylko, że była jedna fajna laska. Oczywiście, on użył innych słów, bo jak to on mówi: ‘Mam szacunek do kobiet”. – Niech mu tam będzie.
Z tego co się dowiedziałem, to chyba jakaś buntowniczka- lubię takie dupy!
Mam nadzieję, ze ma jakiś namiar, może się z nią trochę zabawię..


                       Jesteśmy w Las Vegas już tydzień, czyli minęła już połowa naszego pobytu, w tym miejscu. Oprócz tego, że codziennie zaliczamy nowe kluby i jedziemy na przypale, z moją cudowną blondynką, nie miałem okazji zabawić się w inny sposób ..Czas to zmienić. I to szybko!

Oczami Corrie

W Vegas jest niesamowicie! Jeszcze, w dodatku jak ma się przy sobie tak nieziemskiego partnera ah! Codziennie coś odwalamy, chodzimy na imprezy, jaramy, nie mamy w niczym umiaru – Tak, zdecydowanie jestem w swoim żywiole ( tak mi się chociaż zdaje..).
Najlepsza była impreza w willi, z wielkim basenem! Cały wieczór banan nie schodził nam z twarzy! Chociaż może to po części sprawka prochów.. ale liczy się to, że było zajebiście!

Obudziły mnie promienie słoneczne, które mocno raziły mnie po oczach. Od razu się skrzywiłam. Nie za fajnie jak ci tak z rana gały wypala..
Rozejrzałam się po całym pokoju szukając tu jakiejś żywej duszy, ale niestety nikogo nie było. Widocznie Samuels gdzieś się zmył.
Wstałam, poczłapałam pod prysznic i narzuciłam na siebie czyste ubrania.
Uznałam, że nie ma co siedzieć tu samej, więc zabrałam plecak, komórkę i ruszyłam na miasto.
Zahaczyłam o jakiś sklep i kupiłam sobie rogalika z czekoladą – mm pycha!
W miedzy czasie dostałam sms’a od mojego zagubionego towarzysza, o treści:
         ‘Kocie, nie czekaj na mnie ze śniadaniem. Wrócę o 19 i masz być gotowa na imprezę.
          Idziemy do mojego kumpla. Włóż coś sexy, mrr xxxx’

Coś się spóźnił trochę z tą wiadomością. A w ogóle skąd pomysł, że czekałabym na niego ze śniadaniem? Zabawne, coś mu ta blond farba chyba szkodzi na mózg. I, że niby ja nie wyglądam zawsze seksownie?! Oj, ja już sobie z nim pogadam!

WŁĄCZ
Lejące się litry procentów, dym z papierosów, wrzaski, najlepszy DJ na świecie, a w samym środku tego wszystkiego, na lśniącym parkiecie ja i Andy ze szluga w ustach. Dodawała mu ona czegoś takiego, że pociągał mnie jeszcze bardziej, a nie wiem czy jest to w ogóle możliwe. Tańczyliśmy w tłumie schlanych, jak i tych w miarę myślących jeszcze ludzi. Nasze ruchy, były bardzo odważne, rozgrzane ciała ciągle ocierały się o siebie. Wiedziałam, że go pociągam, tak jak on mnie.
Zaciągnął się papierosem. Po czym wypuścił dym z ust wprost do moich, sprawnie przyciągnął mnie do siebie i łapczywie pocałował. Nie sprzeciwiałam mu się, wręcz przeciwnie, rozchyliłam wargi, a on od razu połączył nasze języki. Toczyły ze sobą zawziętą walkę. Andy złapał mnie za pośladki i podniósł do góry.  Oplotłam nogi wokół niego, a on umocnił uścisk. Zaczął prowadzić mnie w kierunku jakiegoś pokoju. Nie było ważne, w czyjej sypialni się znajdujemy, nie liczyło się nic oprócz nas dwojga. Nie przestawaliśmy się całować. Szybko pozbyłam się koszuli chłopaka. On wcale nie był mi dłużny, moja sukienka błyskawicznie znalazła się na drugim końcu pokoju. Rzucił mnie na łóżko.
Całował każdą część mojego ciała, zaczynając od samej góry schodząc coraz niżej. Wykorzystałam chwilę jego nieuwagi i teraz to ja przejęłam kontrolę. Przejechałam językiem przez długość jego umięśnionego torsu, widziałam, że mu to odpowiada. Połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku, a ręką zjechałam do jego bokserek, wsunęłam ją pod nie. Zamierzałam się z nim trochę podrażnić. Złapałam za jego ‘przyjaciela’, a chłopak wydobył z siebie cichy jęk wprost do moich ust. Uśmiechnęłam się.
Andy już nie wytrzymał i szybko znalazł się nade mną. Brutalnie wszedł we mnie. Doskonale poruszał biodrami, doprowadzając mnie do szaleństwa. Wygięłam się w łuk, a z moich ust wydobyły się głośne jęki. Chłopak uśmiechnął się zadziornie i znów złożył pełen namiętności pocałunek na moich ustach.

 
Przygoda z ostatniej imprezy, powtarzała się teraz codziennie. Cholernie mi się to podobało. Było jak w raju. Niczego mi nie brakowało.

 
Dzisiaj nastąpił dzień powrotu do domu. Niechętnie spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Podróż zaczęła nam się nieco dłużyć. Trochę rozmawialiśmy, a przez resztę czasu byliśmy pogrążeni we własnych myślach. Zastanawiałam się jak to teraz będzie, ale nie miałam w sumie się o co martwić. Andy zapewnił, że mnie nie zostawi.
Wyjęłam telefon i napisałam do Thomasa.
I tak właśnie zleciał mi dalszy powrót do rzeczywistości (czyt. Nudnego domu).
Przy okazji dowiedziałam się, że jestem TĘCZOWYM SKUNKSEM! Chłopak jak zawsze rozwalił system. Mamy ze sobą wiele wspólnego.
W końcu schowałam telefon do kieszeni, pożegnałam się z Andy’m całusem, zabrałam swoją torbę i weszłam do willi. Od razu, bez słowa skierowałam się do siebie. Padłam na łóżko i migiem zasnęłam.           


Oczami Andy'ego

Ta dziewczyna jadła mi z ręki. W końcu nie ma się co dziwić, mnie by nie kochała?! Pff. Ale co za dużo, to nie zdrowo! Wróciliśmy z wyjazdu, świetnie się bawiliśmy (wiecie jaka ona dobra w łóżku?! Aż żal opuszczać no ale..), ale trzeba to teraz jak najszybciej zakończyć. A ja wrócę do Londynu. Nie, nie tchórze, ani nic, po prostu ta przygoda jest już dla mnie zakończona. Jutro, z samego rana wybiorę się do niej.

Właśnie zmierzam, w kierunku domu Corrie. Nawet nie zastanawiałem się co powiem, będę improwizować. Postanowiłem wejść przez okno, żeby nie narażać się jej ojcu, bo on jakoś mnie nie lubi.. Tak jak myślałem, dziewczyna jeszcze spała. W sumie to jest bardzo ładna- pomyślałem, przyglądając się jej. Usiadłem obok niej i lekko ją szturchnąłem.
Nic to nie dało. Wziąłem kubek z łazienki i nalałem do niego wody. Wylałem całą zawartość naczynia na jej głowę. Od razu zerwała się, z krzykami.
- Czy ciebie do reszty pojebało człowieku?! Kto ktokolwiek to zrobił, ma w ryj!
- Serio mi byś dała w ryj?- słodko się uśmiechnąłem. Dziewczynie od razu minęła złość, gdy mnie zobaczyła. Podeszła do mnie. Chciała mnie pocałować. Jednak szybko się odsunąłem. Spojrzała na mnie zdezorientowana. Teraz, albo nigdy- pomyślałem.
- Przyszedłem tu bo muszę ci coś powiedzieć.
Corrie skinęła głową na znak, że mnie słucha.
- Było fajnie, ale się skończyło. To koniec mała. Koniec naszej zabawy.
- CO KURWA?!
- Spokojnie, nie spinaj się wiem, że trudno jest ci się oprzeć, jak masz przed sobą takiego przystojnego gościa jak ja ,ale emocje nie mogą brać góry.
- NIE NO JA CHYBA KURWA ŚNIE! CZY TY SIEBIE SŁYSZYSZ?! JESTEŚ SKOŃCZONYM SKURWYSYNEM! – Podeszła do mnie i przywaliła mi w twarz.
- Ej, ej hola hola panienko, nie zapędzaj się tak. A to za co było?!
- TY SIĘ PYTASZ JESZCZE ZA CO?! POTRAKTOWAŁEŚ MNIE JAK JAKĄŚ NIC NIE WARTĄ DZIWKĘ!
Po tych słowach, dostałem mocnego kopniaka w krocze. Szybko wyszedłem, w ten sam sposób jak tu się znalazłem. Tylko teraz było gorzej, ponieważ musiałem sobie poradzić z ogromnym bólem. Dzięki Bogu, że udało mi się uciec, jeszcze by ze mnie nic nie zostało!
Ahh widać, że zawróciłem jej w głowie.
                            

Oczami Corrie

Kiedy usłyszałam od Andy’ego te słowa, coś mnie w środku mocno zabolało. Stanęłam znieruchomiała, ale szybko się otrząsnęłam. Nie będzie sobie ze mną tak pogrywał! Musiałam mu pokazać, że nie jestem jakoś dziwką, z którą może się zabawić.
Ma wielkie szczęście, że udało mu się stąd wydostać, bo własna matka by go nie poznała.
Kiedy zostałam sama, dopiero zaczęły docierać do mnie jego słowa. Nie wiem jakim cudem, ale zaczęłam płakać. Nie, tego nie można było nazwać płaczem, to był głośny szloch.
Dławiłam się własnymi łzami, co było dla mnie nowe, bo rzadko, naprawdę rzadko płakałam. 
Jego słowa ciągle brzęczały mi w głowie. Nie mogłam ich z stamtąd wyrzucić.
Nagle moje uczucia zmieniły się diametralnie. Teraz ogarnęła mnie wściekłość! Klęłam w myślach jak się tylko dało. W tym momencie kierowała mną tylko wściekłość.
Ja nie wiem co się teraz ze mną dzieję.. Podeszłam do szuflady, gdzie trzymam szlugi, siłowałam się z drzwiczkami, a ona ani rusz - NIE NO KURWA JESZCZE TEGO MI BRAKUJE!- wykrzyczałam, po czym łzy poleciały mi z oczu. Zjechałam po ścianie, skuliłam się w kłębek i sięgnęłam po flaszkę wódki...


_______________________________________
Jak tam po świętach? Jejku znowu szkoła! >.<
Co do części rozdziału dotyczącej Corrie- nie jest to tak, do końca jak planowałyśmy, ale postanowiłyśmy, że już zakończymy szybko ten wyjazd i przejdziemy do ważniejszych rzeczy.
Ale ważne jest to co dzieje się u Rity. - jest to początek czegoś nowego.
Liczymy na wasze komentarze i klikamy w ankiecie :)