Aktualności

Aktualności 19.06.13
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Nowy rozdział pojawi się w następnym tygodniu :>
Założyłyśmy ask'a możecie więc zadawać pytania bohaterom jak i autorkom! Po prawej stronie możecie zadać pytanie bezpośrednio przez bloga. xx
http://ask.fm/manyproblems2girls2worlds


sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 8


Oczami Rity


Od razu po wylądowaniu wybiegłam z samolotu, krzycząc tylko do rodziców, że muszę pilnie coś załatwić. W tym momencie nie obchodziły mnie ich słowa wypowiadane w moją stronę oraz nerwy, że mam natychmiast wracać. Dla mnie liczył się teraz tylko Kevin.
Wepchnęłam się komuś do taxi mówiąc, że szybko muszę znaleźć się w szpitalu. Kij z tym, czy im się to podoba, czy nie. Zachowywałam się jak jakaś rozkapryszona księżniczka, ale ja po prostu musiałam tam dotrzeć jak najszybciej.
W mojej głowie było pełno obaw i miałam strasznie złe przeczucie, że coś się wydarzyło, nie koniecznie dobrego.. Ale szybo odgoniłam te myśli.
            - Czy zdążę?
            - Muszę!
Wbiegłam do wielkiego budynku jak poparzona. Potrąciłam chyba każdego, kto stanął mi na drodze. Na moje nieszczęście winda przestała działać, więc teraz żałowałam, że obijałam się na lekcjach wychowania fizycznego. Musiałam pokonać 10 pięter, a to nie lada wyzwania!
Zmachana wreszcie znalazłam się pod salą Kevina.  Zajrzałam przez duże, odsłonięte okno, lecz nikogo tam nie było..nie było go.. Powoli zaczynałam wpadać w panikę, jednak zdrowy rozsądek kazał mi spokojnie usiąść na krześle i poczekać. Zapewne zabrali go na jakieś badania..
Czas się niemiłosiernie dłużył, a ja nie mogłam już wytrzymać tej cholernej niepewności!
Zobaczyłam człowieka, w białym kitlu i przewieszonym stetoskopem na szyi, zerwałam się z krzesła i zatrzymałam go. Zaczęłam wypytywać gdzie jest pacjent z sali numer 123, nie musiałam się przedstawiać, każdy mnie tu znał..lecz nie o tym teraz.
Lekarz popatrzył na mnie smutnymi oczami i zamilkł, wpatrując się we mnie, jakby ze współczuciem..? Stał tak i nic nie mówił, nerwy mi puściły i wykrzyczałam:
- CZY MOŻESZ MI DO CHOLERY JASNEJ POWIEDZIEĆ GDZIE JEST KEVIN?!
- Proszę się uspokoić - zaczął łagodnym tonem, powodując we mnie jeszcze większe zdenerwowanie. Na szczęście udało mi się powstrzymać od zbędnych komentarzy, a on kontynuował..
-Naprawdę jest mi bardzo przykro, serce pana Evansa nie wytrzymało. Zgon nastąpił o 12.00.
-PAN ŻARTUJE PRAWDA?! GDZIE ON JEST?! MUSZĘ GO ZOBACZYĆ, WIĘC NIECH PAN PRZESTANIE STROIĆ SOBIE ŻARTY TYLKO ZAPROWADZI MNIE DO NIEGO! - czułam na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych, lecz delikatnie mówiąc miałam to w dupie. Chciałam się z nim tylko zobaczyć..
- Bardzo mi przykro, to nie są żarty. Widocznie Bóg tak chciał. A teraz przepraszam, pacjenci wzywają. Proszę się uspokoić, nerwy tu w niczym nie pomogą.
Nie mieściło mi się to w głowie, co on do mnie mówił! Jeszcze mu się zebrało na jakieś porady, że nerwy tu nic nie pomogą! To nie może być prawda, nie, na pewno nie!
- JAK JA MAM BYĆ NIBY SPOKOJNA?! CZY PAN SOBIE ZDAJE SPRAWĘ, Z TEGO CO MÓWI?! BO MAM WĄTPLIWOŚCI I TO OGROMNE!
- Nie tym tonem młoda damo! - widać było, że z lekka ma mnie już dość, ale trudno, ma pecha.
- NIE TYM TONEM?! CO NIE TYM TONEM?! TO JAKAŚ PARANOJA! TO WSZYSTKO JEST CHORE! MUSZĘ GO ZOBACZYĆ, ROZUMIESZ TO?! - wymachiwałam rękami na wszystkie strony i nerwowo poruszałam się po białym, obskurnym holu.
  GDZIE ON DO CHOLERY JEST?!
- Już mówiłem, niestety nie udało się nic zrobić, przepraszam ale muszę już iść.
W tej chwili te wszystkie słowa, fakty uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą, łzy lały się strumieniami, a ja za nic w świecie nie mogłam ich powstrzymać. Ten lekarz nie żartował..
On umarł..on mnie zostawił..nie żyje..
- JAK PAN MOŻE BYĆ TAKI SPOKOJNY! CO, JEDNYM POZWALACIE UMRZEĆ MÓWIĄC ŻE BÓG TAK CHCIAŁ I ŻE NIC NIE DAŁO SIĘ ZROBIĆ, A PÓŹNIEJ NAGLE PRZYPOMINACIE SOBIE O TYM, ŻE MUSICIE IŚĆ KOMUŚ INNEMU POMÓC! TO WSZYSTKO WASZA WINA! NIE ZADBALIŚCIE O NIEGO! JA TEGO TAK NIE ZOSTAWIĘ!- potok słów leciał z moich ust. Część ludzi wyglądało ze swoich sal, aby zobaczyć  co się dzieje, a inni z przerażeniem malującym się na twarzy uciekali się schować..
Mnóstwo lekarzy próbowało mnie uspokoić, przytrzymywać, żebym nie rzuciła się na tego doktora. Marnie im to wychodziło. Nie panowałam nad sobą, z każdą chwilą byłam coraz bardziej zrozpaczona i wściekła. Wszystkie  emocje łączyły się we mnie i wypływały na zewnątrz.
Poczułam mocne ukłucie w ręce, zaczęłam tracić równowagę, aż robiło mi się ciemno przed oczami..przestałam kontaktować..


Obudziły mnie promienie słoneczne padające wprost na moją twarz. Otworzyłam oczy i nie wiedziałam co się dzieje. Co ja robiłam, w swoim pokoju? I dlaczego, na telefonie, w kalendarzu jest taka dziwna data? Coś mi się tu nie zgadza..
Moje główkowanie przerwała mama, która zjawiła się przy moim łóżku.
- O już wstałaś kochanie. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem.  Jak ja go nie cierpię..
  Jejku spałaś ponad dobę, w szpitalu musieli podać ci bardzo mocne leki uspokajające! Dobrze, że tam nikomu nie zrobiłaś krzywdy. - zaśmiała się pod nosem.
No tak! Już wszystko pamiętam! Już wiem, co się stało! Kevin..o Matko Kevin! Kevin...-powtarzałam w myślach.
 A co tu niby jest śmiesznego?! Jak ona może się tak zachowywać i w dodatku jest taka spokojna?! To karygodne! Muszę zostać sama, bo źle się to skończy dla każdego z nas! Nie miałam zamiaru udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku! Bo nie było i nie będzie! Kevin zawsze powtarzał, że ludzi trzeba traktować z szacunkiem, niezależnie od wszystkiego, ale jego już ze mną nie ma..!
Odburknęłam jej coś i ponownie położyłam się na łóżku, mrugając kilkakrotnie, aby zatuszować zbierające się łzy w moich oczach. Nie będę płakać przy niej..o nie!
Rodzicielka zdążyła mnie jeszcze poinformować, że za dwa dni pogrzeb i wszystko jest już praktycznie załatwione. Ja nie dam rady...nie zniosę tego..! Żadna matka nie chce patrzeć na swoje martwe dziecko, tak samo jak i ja nie chcę patrzeć na martwą, najważniejszą osobę w moim życiu.
           - Wszystko się posypało, nie poradzę sobie..
           - Życie to pieprzona lista niepowodzeń!

Mama wyszła.. zostawiła mnie, jak zawsze...
A czego ja się niby spodziewałam? Że usiądzie przy mnie, przytuli i powie, że razem jakoś przez to przejdziemy? Moje niedoczekanie.. To chyba oczywiste, że tak się nie stanie! Lepiej zajmować się przecież tylko sobą, a dziecko niech wychowuje się samo!
Wcześniej miałam Kevina, właśnie miałam...
Na samą myśl o moim ukochanym przyjacielu łzy znowu ujrzały światło dzienne.. Spływały po moich zaczerwienionych policzkach, nie zważając na to że właśnie się nimi dławię. Nie daję rady, a tak naprawdę to dopiero początek.
Podniosłam się i energicznie usiadłam na łóżku, przez co przeszył mnie ogromny ból w głowie. Dokładnie jak na filmach, kiedy rano ktoś budzi się po imprezie.. Ale no tak, ja nigdy tak nie miałam, bo oczywiście mi nie wypada robić takich rzeczy, żebym była spita do nieprzytomności..

DLACZEGO JA?! DLACZEGO TO ZAWSZE, WŁAŚNIE JA MAM TAKIEGO CHOLERNEGO PECHA?! NO TAK 'PECH' TO MOJE DRUGIE IMIĘ! ALE ZASTANAWIA MNIE JEDNO.. CO JA TAKIEGO ZROBIŁAM?! Za co?!..- krzyczałam, aż głos ponowie zaczął mi się łamać. Chwyciłam za pierwszy lepszy przedmiot i z całej siły rzuciłam, w wielką plazmę naprzeciwko. Cholera rozwaliła się.. haha ale przecież to było oczywiste. Poleciały iskry, ale nadal wisiała na ścianie..Przypomina mi trochę mnie, rozwalona, ale nadal trzymająca się na miejscu, co z tego że zmasakrowana?
Nie ma się co martwić, tatuś kupi nową, bo to przecież dla niego żaden problem.. chory materialista!
Wrzaski i wyżywanie się na różnych przedmiotach nie pomagają. To nic nie daję. Muszę przyznać, jestem bezsilna. Z każdą sekundą wykańczam się coraz bardziej jak żywa roślinka na pustyni, potrzebująca wody, a ja w tym momencie potrzebuję bliskości drugiej osoby. Muszę wiedzieć, że nie jestem sama, ale to nie możliwe.. zostałam sama, całkiem sama..
Widocznie życie uwielbia niszczyć ludzi, za  wszelką cenę. Paranoją staje się to, że niewinni ludzie muszą odchodzić z tego świata, a ci którzy naprawdę tego chcą, są tu trzymani na siłę.


O 22.00 zeszłam na dół do kuchni, w sumie to nie wiem po co, ale niech będzie. Na schodach minęłam się z tatą. Chciał mnie o coś poprosić, ale rzuciłam mu krzywe spojrzenie i zamilkł. Bardzo się cieszę, niech rodzice się do mnie nie odzywają! Głowa ciągle dawała o sobie siwe znaki i bolała niemiłosiernie. A łzy? Ciągle płynęły.. a moje oczy były zapuchnięte i czerwone. Przepraszam, ale nic na to nie poradzę.
Nalałam sobie wodę w wysoką szklankę i usiadłam na barowym krześle. Byłam zapatrzona w jeden punkt. Ohh, ale oczywiście ktoś musiał mi przerwać moje zajęcie. W drzwiach pojawiła się mama i zapaliła światło nade mną, przez które na parę sekund zostałam oślepiona. Wyprostowałam się i wbiłam w mamę wyczekujące spojrzenie. Od razu zrozumiała o co mi chodzi i bez owijania w bawełnę przeszła do sedna.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz?! Jutro przecież idziesz do szkoły! Co ty sobie myślisz!? A w ogóle lekcje odrobiłaś? Mam nadzieję, że jesteś dokładnie przygotowana! Ah i miałaś przecież załatwić mi parę spraw na mieście!
Patrzyłam jak się na mnie drze i z wrażenie szczęka mi opadła! Co ona sobie myśli?! Złość zaczęła we mnie uderzać.
- Że co proszę?! Myślisz, że jutro pójdę do szkoły?! Hahaha, muszę cię zdziwić! Nigdzie się nie wybieram! I co, że niby mam załatwiać jakieś twoje chore sprawy?! Co jeszcze?! Nie będziesz mną manipulować jasne?! Koniec, rozumiesz?! Czy ciebie w ogóle nie obchodzi to, że najważniejsza osoba w moim życiu właśnie mnie zostawiła?!
Mama stała chwilę zszokowana moim wybuchem, po czym szybko się ocknęła.
- Jak ty się do mnie zwracasz?! Zero szacunku! Nie tak cię wychowałam! A Kevin to był tylko służący, umarł i nic nie zrobisz, taka rola ludzi! A ty masz się dobrze zachowywać,jasne?!
- Nie no kurwa nie wytrzymam! Czy ty siebie słyszysz?! Że to był niby tylko służący?! To on mnie wychowywał, to on ze mną zawsze był, to on mnie wszystkiego nauczył, jemu wszystko zawdzięczam! Nie tobie! Myślisz, że jak dasz mi pieniądze to wszystko będzie załatwione?! Grubo się mylisz! Jesteś zaślepiona tylko na swoje potrzeby, a ja jestem córeczką na posyłki! Ale to do cholery koniec!
- Rita, język! Jak możesz się tak wyrażać?! Jesteś uziemiona!
- Czy do ciebie nic do cholery nie dociera, ja się pytam?! Nic jeszcze nie rozumiesz?! Ohh więc proszę bardzo! NIENAWIDZĘ CIĘ,JASNE?! I MAM TO WSZYSTKO W DUPIE!
Matka krzyczała za mną, ale ja już jej nie słuchałam. Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami.
Sprytnie ominęłam ochronę i biegłam przed siebie. Nawet nie zauważyłam kiedy moje policzki stały się całe mokre. Znowu płaczę, myślałam że mój limit łez się wyczerpał!
Kiedy dobiegłam do wielkiej bramy, zwolniłam kroku i powoli doszłam do samego serca parku. Stałam na środku, pomiędzy wielkimi, poruszającymi się na wietrze drzewami. Było ciemno, wręcz czarno. Ten widok trochę mnie przerażał, ale zarazem uspokajał, sama nie wiem czemu.. Nie obchodziło mnie to, że w krzakach może czaić się jakiś psychopata, chcący mnie zgwałcić. W głowie ciągle brzmiały mi słowa matki:
'[..] Zero szacunku! Nie tak cię wychowałam! A Kevin to był tylko służący [..]' 
Że ona niby mnie wychowała?! Ale pomijając to, jak ona mogła powiedzieć, że Kevin to tylko służący?! Ona nic nie wie..nic nie rozumie. Mój mózg pracował na pełnych obrotach, a ja za nic w świecie nie mogłam się wyciszyć. Nie wiedziałam co robić, moja głowa biła się z myślami.
Spojrzałam na prawo i pod latarnią dostrzegłam dwóch mężczyzn. W sumie jeden był jakoś w moim wieku, tak mi się zdawało. Widziałam wszystko co się dzieje bardzo dokładnie. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ oni nie mogli mnie zobaczyć. Starszy mężczyzna przyjmował właśnie od tego drugiego pieniądze. Nie wiedziałam o co chodzi, ale miałam świadomość, że to nie wróży niczego dobrego. Wszystko odbywało się jak na ekranie telewizora. Po chwili młodszy chłopak brał od tamtego jakiś woreczek, z białym proszkiem.. Wiedziałam co to jest. Oglądałam wiele takich filmów. Kiedy jeden z nich zadowolony ze swojego zakupu zaczął odchodzić, niekontrolowanie ruszyłam w tamtą stronę, gdzie dalej stał owy mężczyzna, ze skrętem w dłoni. Dalej nie wiem co mną kierowało. Wyłoniłam się z mroku, a światło latarni oświetliło moją postać, mężczyzna mnie zauważył i uśmiechnął się zachęcająco...

                      



______________________________________
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, rozdział trochę krótki no ale..
Czekam na waszą ocenę. Julka xx

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 7

Oczami Rity
Włącz :)


   Rito!
    
    
      Piszę to, bo wiem, że nie zostało mi dużo czasu. Nie chce Cię straszyć słoneczko, nie martw się o mnie. Po śmierci będę w dobrych rękach.
Na wstępie chciałbym Ci powiedzieć jak bardzo Cię kocham. Byłem przy tobie od 18 lat, patrzyłem jak stawiasz pierwsze kroki, to ja uczyłem Cię mówić. Pamiętam twój pierwszy uśmiech gdy kilka dni po powrocie ze szpitala zobaczyłaś moją twarz. Już wtedy wiedziałem, że będziesz kimś wspaniałym. Gdy rosłaś, moje serce rosło razem z Tobą. Każda minuta, każda chwila spędzona z Tobą była dla mnie najwspanialszą na świecie. Twoje łzy sprawiały że moje serce krwawiło. Zawsze chciałem dla Ciebie jak najlepiej. Wyrosłaś na cudowną kobietę. Inteligentną, wrażliwą i przede wszystkim bardzo dobrą. Myślę, że chociaż odrobinę mnie polubiłaś. Mam też nadzieje, że nie byłem dla Ciebie tylko starym dziadkiem, który rozkazuje Ci i sprawuje nad tobą opiekę, ale przyjacielem. Chciałem dla Ciebie zawsze jak najlepiej.
Jestem dumny z Ciebie, kochanie. Mimo przeciwności losu, mimo tego że brak Ci rodzicielskiej miłości, nie poddajesz się i dążysz do celu. Wkrótce się usamodzielnisz, zaczniesz samotne życie, beze mnie i wiem że sobie poradzisz. Ba, jestem tego pewien!
Musisz tylko pamiętać, że jesteś wyjątkowa i nie daj nikomu sobą manipulować. Jeżeli ktoś będzie chociaż próbował Cię skrzywdzić, z góry ześle mu potężną burzę z piorunami nad głowę! Obiecuję!
Ale chcę Ci jeszcze o czymś powiedzieć.
Gdy byłaś młodsza nie chciałem obarczać Cię moimi problemami, dlatego nie opowiadałem zbyt wiele o sobie. Ale nadszedł ten moment, w którym z całego serca proszę Cię o pomoc. Tym bardziej, że nie jestem już w najlepszym stanie i moje dni są policzone.
Jak już wiesz ,nazywam się Kevin Evans. Urodziłem się w Anglii, mieszkałem tam do 26 roku życia. Później wyjechałem do Hiszpanii. Przez te lata mieszkałem w wielu miejscach. Przyszedłem na świat w Londynie, ale to właśnie Bradford uważałem za swoje miasto. Pewnie spytasz dlaczego? Jesteś pierwszą osobą, która o tym usłyszy. Kiedy miałem 25 lat, poznałem wspaniałą dziewczynę- Sophie Brannon. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Potrafiliśmy godzinami siedzieć w lesie, wsłuchiwać się w śpiew ptaków i gadać o głupotach lub po prostu milczeć leżąc wtuleni w siebie. Kochaliśmy się. Pewnej nocy stało się. Rodzicie wyjechali, a my postanowiliśmy spędzić razem wieczór (i noc, ale nie będę wciągać Cię w szczegóły, bo nadal uważam że jesteś na to za młoda) Tamtej nocy, oraz konsekwencji jakie za sobą poniosła nigdy nie zapomnę. Przez kolejny tydzień spotykaliśmy się codziennie, miałem wrażenie, że nasze uczucia się pogłębiły. Któregoś dnia nie przyszła na umówione spotkanie, więc zacząłem się martwić. Od razu skierowałem się do jej domu. Ale kiedy zobaczyłem ja całą zapłakaną, poczułem mocne ukłucie w sercu. W mojej głowie pojawiały się najgorsze scenariusze. Z początku nie chciała nic mówić, ale gdy powiedziała o co chodzi, wybiegłem z domu trzaskając drzwiami i zostawiłem ją samą w takim stanie. Zachowałem się jak gówniarz i nic mnie nie usprawiedliwia. Ha, ale ja wtedy miałem wielkie plany. Chciałem zostać światowej sławy projektantem, a dziecko nie było mi do niczego potrzebne, byłem przekonany że tylko pokrzyżuje wszystkie plany. Gdy powiedziałem o tym rodzicom, strasznie się zdenerwowali. Ojciec jednak zachował zdrowy rozsądek (tak mi się chociaż wtedy wydawało) i wpadł na  pewien pomysł. Wszystkie oszczędności postanowił przekazać Sophie, aby ta milczała. Nikt nie miał się dowiedzieć kto jest ojcem. Tak się stało. Wyjechałem, nie chciałem mieć z nimi nic wspólnego. Od czasu do czasu rodzice informowali mnie co się dzieje u niej i mojej córki- Patrici. Rok po narodzinach małej, moi rodzice zginęli w wypadku...Strasznie ciężko to przeżyłem. Jednak nie mogłem wrócić do Anglii. Nie zniósłbym tego spojrzenia Sophie, kiedyś pełnego miłości, teraz z pewnością nienawiści.
Dlaczego Ci o tym opowiadam?
Rito, mam do Ciebie ogromną prośbę, której ja już spełnić niestety nie mogę. Chciałbym, abyś odnalazła Patricie, przekazała jej list który znajdziesz w pierwszej szufladzie, dębowej komody, która znajduje się w moim pokoju. Wiem, że strasznie dużo wymagam. Jednak jestem przekonany, że mnie nie zawiedziesz i poradzisz sobie z tym wyzwaniem. Przez te wszystkie lata byłem tchórzem, a teraz, gdy zdecydowałem się ją odnaleźć, umieram.
Na odwrocie zostawiam Ci kilka wskazówek które mam nadzieje pomogą Ci znaleźć moją córkę.
Wierze w Ciebie, wiem, że we wszystkim w życiu sobie poradzisz. Ale musisz pamiętać, że zawsze są jakieś wzloty i upadki, ale ludzie bez względu na wszystko muszą dążyć do wymarzonego celu.
Nigdy się nie poddawaj. A ja na zawsze będę z Tobą, może nie tutaj na ziemi, ale będę cię obserwował i może czasem dam Ci jakieś wskazówki. Pokieruj swoim życiem, tak abyś była szczęśliwa.
    
                                                                                                      Kochający Cię, Kevin.


Kiedy skończyłam czytać cały mój makijaż był rozmazany, łzy lały się strumieniami, a oczy stały się zapuchnięte. Nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Nie w to, że Kevin ma córkę, chociaż to jak się zachował bardzo mnie zadziwiło, ale w to, że ON może umrzeć. Przez ten cały czas, gdy byłam w Londynie, żyłam ze świadomością, iż wrócę do domu a tam będzie czekać na mnie mój ukochany staruszek. Zapomniałam jednak o małym najważniejszym szczególe, że on leży w szpitalu i walczy z chorobą, a mnie przy nim nie ma!
Nienawidzę się! Jak mogłam tak po prostu o tym zapomnieć! To jest niedopuszczalne, on tyle dla mnie zrobił, a ja pojechałam załatwiać jakieś chore interesy!
Muszę odnaleźć córkę Kevina! Zrobię to, choćby nie wiem ile mnie to kosztowało! To jedyne co mogę dla niego zrobić.. W głębi duszy mam nadzieję, że los się uśmiechnie i będę miała możliwość poszukać tej dziewczyny, w sumie to dorosłej kobiety razem z moim najwspanialszym opiekunem.

-Czy uda mi się ją odnaleźć?
- Nie mam wyjścia! Dam z siebie wszystko!

Jak na razie mój najważniejszy cel po wylądowaniu, to zobaczenie się z Kevinem.
Więc mój kierunek to szpital.

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 6


Oczami Rity


Nie mam pojęcia dlaczego ustawiłam sobie na dzwonek budzika -pianie koguta. Może dlatego,że spotkanie go w Madrycie graniczy z cudem. Tym razem pianie obudziło mnie wcześniej, bo już o 6 wyrwało mnie ze snu. Zaspana wymacałam wyłącznik i powoli wstałam. Miałam godzinę na ogarnięcie się. Jedne drzwi dzieliły mnie od łazienki. Gdy już się tam znalazłam, wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i tylko w ręczniku okrywającym moje ciało udałam się do garderoby .Kropelki wody spływały po moich włosach, zatrzymując się na ramionach. Zimna woda na rozgrzanym ciele powodowała ciarki. Lubiłam to uczucie.
Skoro dziś taki ważny dzień dla ojca, nie mogłam go zawieść. Przecież na pewno będzie chciał pochwalić się córeczką. Wybrałam spódnice z zakładkami w kolorze turkusowym (który jak mówi Kevin ‘idealnie podkreśla moją cerę’), białą koszule z malutkimi, różowymi różyczkami oraz złote czółenka. Do tego naszyjnik, bransoletka i kilka pierścionków w kolorze obuwia- i stylizacja gotowa.
Kevin byłby ze mnie dumny.
Włosy zdążyły mi już wyschnąć, więc postanowiłam zakręcić je na lokówce .Gdy loczki opadały  na moje obojczyki, zabrałam się za makijaż. ‘Mniej znaczy więcej’ –kolejna złota rada przyjaciela, która w tej chwili okazała się bardzo pomocna. Zrobiłam małe kreski na oczach, usta musnęłam jasną szminką, a policzki przypudrowałam różem .Musiałam stwierdzić, że wyglądam całkiem nieźle. Obawiałam się jedynie tego, że w Leeds, gdzie właśnie się wybieram pogoda nie jest zbyt ciekawa. Z szafy wyjęłam futro ,mając nadzieję że ochroni mnie przed zimnem. Do podręcznej torby spakowałam butelkę wody, gumę do żucia, książkę do francuskiego i oraz moje ukochane mp4. Zostało mi trochę czasu, więc postanowiłam zadzwonić do przyjaciela.
-Hej słonko, co u Ciebie słychać?- usłyszałam głos mężczyzny.
-Ej! Ja miałam Cię spytać o to samo, haha- taki był Kevin. On mógł czuć się beznadziejnie, ale ja i tak obchodziłam go najbardziej.
 Nie chciał zbyt dużo mówić o swoim stanie, powiedział jedynie że ‘jeszcze żyje’. Taka odpowiedź mnie nie satysfakcjonowała.
 Pogawędkę przerwał mi głos z dołu:
-Rita! Mamy 5 minut do wyjazdu, a ty nadal nic nie jadłaś. Za 10 sekund widzę Cię na dole wcinającą śniadanie!- krzyknęła mama.
Kevin najwidoczniej to usłyszał, więc pożegnał się i życzył mi miłej zabawy. Już po chwili, z pełnym brzuchem wsiadałam do samochodu, aby udać się na lotnisko. Anglio- nadchodzę!

Brr. Tak jak myślałam, pogoda różniła się od tej w słonecznej Hiszpanii. Po prawie 5 godzinnej podróży (wliczają w to lot samolotem i podróż samochodem, z Londynu do Leeds) jestem strasznie zmęczona i szczerze mówiąc ,nie mam ochoty spotykać się z państwem Gates.

 Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po przekroczeniu progu, to ogromna przestrzeń. Pani Pattie, miła brunetka zaprosiła nas do pokoju, gdzie mieliśmy spożyć kolacje. Ojciec, w drodze do Anglii opowiadał mi co nie co o tej rodzinie. Bill Gates jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie, ma udziały miedzy innymi w New York Times, tak jak mój tata. Tam właśnie się poznali. Ma córkę w moim wieku. Jednak od przybycia tu, jeszcze jej nie widziałam.
Jako pierwsze na stole ukazały się przekąski, typowo angielskie. W pewnej chwili Sam (kobieta, która je przyniosła) doprowadziła do stołu wysoką dziewczynę. Corrie- bo tak przedstawił ją jej ojciec, miała blond włosy, ładne oczy i zadziorny uśmiech. Na pierwszy rzut oka bardzo różniła się ode mnie i szczerze wątpiłam w to, że się dogadamy. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła naprzeciwko mnie. Rodzice rozmawiali o interesach, a my, jak na grzeczne dziewczynki przystało- siedziałyśmy cicho. Po głównym daniu przenieśliśmy się na taras. Ich ogród był piękny, ale nie mógł równać się z naszym. Mimo starań architektów, ogród wyglądał nienaturalnie na tle pochmurnego miasta.
Bill zaproponował, abym udała się z jego córką na górę, do jej pokoju. Widziałam ten entuzjazm w oczach blondynki. Jak znam życie, miała więcej ciekawych zajęć. Nie wyglądała na szarą myszkę która lubi zaszyć się w samotności i poczytać książkę. Wręcz przeciwnie.
-No więc, mieszkasz w Hiszpanii, tak?- spytała, chociaż miałam wrażenie że wcale jej to nie obchodziło.
-Tak się złożyło-odpowiedziałam krótko, bo nie miałam ochoty ciągnąć rozmowy.
-Zazdroszczę. Najchętniej wyjechałabym tam, choćby teraz.-dokończyła zdanie i w jej oczach pojawiły się łzy. Kapały, a właściwie lały się strumieniami przez około 3 minuty. Nawet nie próbowałam jej pytać o co chodzi, bo i tak by mi nie powiedziała. Przysunęłam się do niej i ostrożnie  przytuliłam. Odwzajemniła mój uścisk, wtedy poczułam ładny, mocny zapach perfum dziewczyny.

-Dziewczynki! Zejdźcie na dół, Sam przygotowała deser- usłyszałyśmy męski, donośny głos.
Chwile zajęło nam ogarnięcie Corrie, by już po chwili wyglądała jakby nic się nie stało. Przed wyjściem dziewczyna złapała mnie za rękę i powiedziała:
- Przepraszam, nigdy się tak nie zachowywałam.. Ale..Eh..
Widziałam, że dziewczynie była bardzo ciężko, więc postanowiłam jej przerwać i zakończyć ten temat. Powiedziałam, że nic nie szkodzi, że każdy człowiek tak czasami ma.
Zeszłyśmy do pokoju, po czym jak dawniej usiadłyśmy na tych samych miejscach.
-Miło się rozmawiało z córką?- spytał pan Gates. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w sumie prawie wcale nie rozmawiałyśmy, a nie chciałam kłamać.
-Pańska córka jest naprawdę bardzo miła-odpowiedziałam, uśmiechając się.
-W to nie wątpię. Jak chce potrafi być aniołkiem, wykorzystuje to, jak bardzo ją kocham- kontynuował-Dlatego razem z jej matką wpadliśmy na pomysł. Corrie- teraz zwrócił się do niej-wylatujesz do Francji! Sama- dokończył.
Momentalnie spojrzałam na dziewczynę. Widać, że była zdziwiona i wcześniej nie miała o tym pojęcia. Najwyraźniej pan Bill oczekiwał od niej jakiejś odpowiedzi, ale była zbyt zszokowana więc ja postanowiłam przejąć  inicjatywę.
-Ojcze, chce jechać z nią-powiedziałam już do mojego taty.
W tym momencie Corrie wydała się jeszcze bardziej zszokowana tym faktem, więc  delikatnie chwyciłam ją za rękę pod stołem.


-O! Jeszcze lepiej. Z tego co opowiadałeś, twoja córka jest bardzo dojrzała. Więc mam nadzieję , że mi tam przypilnuje trochę córki!- uśmiechnął się.
Papa z początku się nie zgadzał, ale po długiej namowie, ze strony znajomego uległ.

‘Dziewczyno, w co ty się wpakowałaś.'

  Oczami Corrie



Chociaż za oknem świat nie przedstawiał się za ciekawie, w sumie mój humor był dzisiaj.. niezły. Nawet nie miałam zamiaru myśleć o Andy’m. Niech on cierpi, nawet nie zdaje sobie sprawy ,z tego ile stracił. Może jestem czasami pyskata i wredna, ale kochać potrafię.
Szykując ubranie podśpiewywałam ‘Party in USA’. Gdy zaczynałam refren do pokoju weszła Sam z praniem. Oczywiście nie zapukała.
-Wariatkaa- chyba chodziło jej o mój śpiew- A jeśli już mówimy o dziwnym zachowaniu, co Ci się stało?
-O czym mówisz moja droga?- spytałam
-Dziś Prima Aprilis? Nie zapukałam, nie zaczęłaś mnie wyzywać, a teraz jeszcze ‘moja droga’ ?! Jeśli to ma być jakiś podstęp, to wiedz, że się nie nabiorę- powiedziała, po czym odłożyła ubrania na szafę i wyszła.
Tak to jest. Próbujesz być miła, zarzucają Ci że udajesz. Ale dziś nie miałam zamiaru się kłócić.
Po krótkim namyśle, zdecydowałam się na białe legginsy w czarne, pionowe paski, czerwone przecierane martensy i granatową bluzkę. Pogoda w Leeds jak zwykle była przewidywalna więc wolałam założyć ramoneskę.
-Mamo, tato, Sam, wychodzę- krzyknęłam już z dołu.
-Pamiętaj że o 13 masz być w domu, mamy gości!- odpowiedziała mama. Kątem oka spojrzałam na wielki zegar wiszący przed pokoju. Dochodziła 9. Obiecałam, że wrócę na czas.
Przechadzałam się ulicami nie mając żadnego planu. W słuchawkach nie leciała Metallica, a Demi Lovato. Hah, do czego to doszło. Słucham jakiejś gwiazdki Disneya. Ale ona jest inna. Też miała trudne życie, ale poradziła sobie z trudnościami. ’Be strong’- tak brzmiało jej motto…TAK, TO JEST TO!
-Kitty, jesteś u siebie?- zadzwoniłam do przyjaciółki
-Tak i jeśli chcesz wbić, to zapraszam!- jak zwykle wiedziała o co mi chodzi.
Już po 5 kilometrach i 36 metrach  (ah, ta aplikacja na iPhone) byłam u dziewczyny.
-Jak dzwoniłaś byłaś czymś podjarana, opowiadaj o co chodzi- nie chciało się jej owijać w bawełnę.
Opowiedziałam jej wszystko. Motto Demi- niby proste ,ale bardzo przypadło mi do gustu. Skoro już za dwa tygodnie kończę 18 lat, dlaczego by nie strzelić sobie dziary? Już od małego podobały mi się tatuaże. Gdy rosłam, zadawałam się z starszymi, zazwyczaj chłopakami. Każdy prawdziwy facet, mieszkaniec Bradford (miasta położonego niedaleko Leeds) musiał mieć wytatuowaną czaszkę. A jeśli chodzi o ból, nie przejmowałam się tym. Nie raz podczas ucieczki z domu robiłam sobie krzywdę. Kasa na koncie zawsze była, więc zostało mi tylko znalezienie salonu.
Z początku przyjaciółce nie podobał się ten pomysł, no bo Corrie Gates i napis który ma dodawać jej pewności siebie? Coś nie pasowało… Nie wiedziała, że się zmieniłam. Ale nie zamierzam jej nic tłumaczyć.
-Mam!- wyrwała mnie z zamyślenia Kitty- W sumie to niedaleko, a w necie same dobre opinie- pokazała mi stronę internetową i już wiedziałam, gdzie spędzę najbliższy czas .Szybko się ogarnęłam i razem z dziewczyną udałyśmy się w drogę. Ona była starsza więc już od kilku miesięcy miała prawko.
O 12 byłyśmy na miejscu. Z zewnątrz budynek nie wyglądał dość ciekawie, ale za to w środku było niesamowicie. Już przy otworzeniu drzwi czuło się niesamowitą energie.
-O Jezu, przepraszam!- powiedział mężczyzna który kilka sekund temu wpadł na mnie.
Miał pomarańczową beanie, z pod której wyłaniały się brązowe loczki.
-Przepraszam za kolegę. On tak zawsze przeżywa kolejne tatuaże- uśmiechnął się do mnie jakiś chłopak stojący obok-  najwidoczniej jego kumpel.
-Daddy, chyba potrafię się sam wytłumaczyć.
-Nic się nie stało, naprawdę- powiedziałam zgodnie z prawdą. Oni wyszli, a ja z Kitty udałam się w głąb pomieszczenia. Przyjęła mnie kobieta, której całe ręce zdobiły tatuaże. Może wyglądała dziwnie, ale tak naprawdę była bardzo miła.
-No więc jaki tatuaż sobie życzysz?- spytała czyszcząc igły.
-Napis ‘Be strong’, o tutaj-wskazałam jej miejsce na ręce
-Się robi! Wybierz czcionkę i rozmiar. A potem zabieram się do pracy.
Nie chciałam szaleć, może nie teraz. Po około godzinie tatuaż był gotowy i zabezpieczony.
-Cholera! Już 13! Jestem spóźniona, super- krzyknęłam do przyjaciółki. Pociągnęłam ją za rękę i pognałyśmy do samochodu.
Gdy wysadziła mnie pod domem, zdążyłam krzyknąć ‘dziękuję’ i pobiegłam do drzwi. Na wejściu przywitała mnie wkurzona Sam, która oznajmiła że goście już są .No to zapowiada się ciekawie…

  Oczami Hazzy

-Genialny! Dziękuje Ci. - powiedziałem do kobiety, która wykonała bardzo dobrą robotę. Tatuaż motyla zdobiący moje ciało wyglądał niesamowicie. Chociaż trochę bolało, efekt końcowy godny był cierpienia.
-Widzisz, jakoś wytrzymałem-odwróciłem się do przyjaciela
-Harry, kochanie ty moje, przecież wiesz co fani sądzą o twoich dziarach. A gdyby nie ja, na pewno przybyło by Ci dziś ich więcej!
-Ale Liam..- próbowałem zaprzeczać
-Ja i tak znam prawdę! Odwrót na pięcie i marsz do samochodu bo inaczej twoja pewna część ciała, na tym ucierpi. Lekcje ninja nareszcie mi się na coś przydadzą!- odpowiedział
-Hahahahaha lekcje ninja? Powinieneś mieć dziewczynę!- dokończyłem zdanie i oberwałem w łeb. Chyba zasłużyłem. Liam nie lubił tego tematu. Do tej pory nie znalazł tej jedynej, a związki na jedną noc go nie interesowały.
-O Jezu, przepraszam- przez moje nie ogarnięcie wpadłem na kogoś. Liam jak zwykle próbował mnie tłumaczyć- jak to on. Blondynka powiedziała że nic się nie stało i weszła do środka.
-Harry, czy mi się wydaje, czy już ją kiedyś widziałem?- spytał Payne.
-Pewnie jakaś fanka, która miała meet&greet. No i jest ładna, więc pewnie dlatego ją zapamiętałeś- puściłem do niego oko
-Masz racje, ale zbierajmy dupy i jedzmy po naszego Bad Boya.


Oczami Rity-wyjazd z Anglii
Co za dzień! Wpakowałam się, w wyjazd do obcego kraju, z obcą dziewczyną. Raz na zawsze pożegnam się z perfekcyjnym życiem, wejdę w świat gdzie nikt nie będzie o mnie dbał tak jak było w Hiszpanii.
A skoro o tym mowa, jestem w drodze na lotnisko. Mieści się ono w Londynie, więc czeka mnie podróż samochodem z Leeds. Odpaliłam Mp4, włączyłam Elvisa i usnęłam na siedzeniu.
                                                                                    
Dziwie się trochę, że nie lecimy naszym prywatnym samolotem. Ale nie przeszkadza mi to. W końcu muszę przyzwyczaić się do normalnego życia…
Usiadłam w wolnym rzędzie. Jakoś nie potrzebowałam towarzystwa, wolałam mieć chwile spokoju i poczytać. Gdy wyjmowałam książkę z torby, wypadła z niej koperta. Była w kolorze pudrowej zieleni, z kwiecistymi zdobieniami po bokach. Mogła należeć jedynie do Kevina. Od razu przypomniałam sobie o liście, który dał mi w szpitalu. A ja głupia o nim zapomniałam. Szybko otworzyłam kopertę, uważając przy tym aby jej nie uszkodzić. Treść listu brzmiała tak:


________________________________________
No ta mamy kolejny rozdział, ocena należy do was.
CZYTASZ-KOMENTUJESZ (przypominam o ankiecie)
Jesteście ciekawi co będzie w tym liście od Kevina?

Jeśli chcesz być informowany o rozdziałach na TT, w komentarzu napisz swoją nazwę. xx

sobota, 6 kwietnia 2013

Filmik-czyli co się będzie działo dalej!

Hej!
Chciałybyśmy przedstawić wam  ten oto
filmik.Przedstawia on co się będzie działo w kolejnych rozdziałach.Mamy nadzieję,że zainteresuje was ta historia i chętniej będziecie czytać i komentować!








Martyna i Julia

+Jeśli nie działa wam tutaj,zapraszamy na YT http://www.youtube.com/watch?v=bJ8mTuHzOLE

środa, 3 kwietnia 2013

Rozidział 5

Oczami Rity


 Od czasu sytuacji na balu nie działo się nic złego. W szkole ludzie nabrali do mnie respektu, przynajmniej tak mi się wydawało.
Elita nie zwracała na mnie uwagi, jakby zapomnieli co się stało kilka dni temu.
Od tamtego czasu czuję się....szczęśliwa? W końcu odważyłam się mówić, pokonałam barierę która zabijała mnie od środka. Walczyłam z tym od dawna i w końcu się udało!
Wieczorne przemyślenia przerwało mi puknie do drzwi. Po chwili pojawiła się w nich wysoka brunetka, o ciemnych oczach jak i również ciemnej karnacji -moja mama.
-Kochanie, możemy porozmawiać? - spytała.
Zdziwiło mnie to, nie powiem. Rodzice nie zbyt interesowali się mną i moim życiem. Wiedziałam, że jeśli ty przyszła, musi mieć do mnie jakąś ważną sprawę.
-Mamo, proszę powiedz mi od razu po co tu przyszłaś. Wiem że coś musiało się stać -powiedziałam, starając się zachować spokój. Nie zdawałam sobie pojęcia, jak słowa matki mną wstrząsną.
-Córciu, jak pewnie zauważyłaś, Kevina ostatnio z nami nie ma. I nie jest na wakacjach, jak zapewne Ci mówił...
On nigdy nie kłamał- pomyślałam. Nie chciałam wierzyć w słowa matki.
-Od kilku dni jest w klinice St. Francesco. Jesteś już prawie dorosła, więc nie będę cię okłamywać. Wykryto u niego raka mózgu. A jak na pewno wiesz, późno wykryty nie daje szans na uratowanie, tak jest też w tym wypadku.-dodała po czym spuściła wzrok. Zdziwiło mnie jeszcze to, że mówi o tym z takim spokojem.
-Kłamiesz! To nie prawda! -wydarłam się na cały głos i upadłam na podłogę.
Zaczęłam płakać, drzeć  się w niebo głosy!
Emocje nie pozwalały mi się uspokoić. Co ona do cholery mówiła?
Osoba, którą kocham, osoba która jest dla mnie najważniejsza ma zginąć?!...
Po chwili zostałam sama, całkiem sama. Ona jak zwykle mnie zostawiła ..
                                                             
Wstałam o 6. Jednak dziś, obudziłam się sama, nie było uśmiechniętego Kevina od ucha do ucha przy moim łóżku. Wyszykowałam się, lecz nie miałam zamiaru iść dziś do szkoły.
Madryt jest wielkim miastem, wiecznie zatłoczonym. Kręci się tu wielu turystów, którzy często się gubią. Jestem jak oni, choć mieszkam tu prawie 18 lat. Ironia losu.
Ojciec-najważniejsza szycha w mieście nie pozwala mi poznawać uroków tego miejsca.
A szkoda. Wycieczki organizowane przez niego, polegały na zwiedzaniu najlepszych restauracji, kortów tenisowych czy golfowych. Mnie interesowały inne rzeczy, których nigdy nie było mi dane zobaczyć. Z tego co mówi Google Maps, szpital St.Francesco znajduje się około 5 kilometrów od szkoły. Wspaniale!
Szofer mnie podwiezie, spełni swój obowiązek, a ja zamiast na lekcje francuskiego (które są ciekawe, ale ten język opanowałam już do perfekcji) udam się do Kevina.
Plan wypalił i już około 9 byłam przed wejściem.
-Dzień dobry, nazywam się Rita Helu, przyszłam odwiedzić przyjaciela. Mogę wiedzieć, w jakiej sali znajduje się Kevin Levine?
-Oczywiście, z takim nazwiskiem powiem pani wszystko.
 Trzecie piętro, sala numer 5,odział intensywnej terapii -uśmiechnęła się do mnie kruczowłosa kobieta w średnim wieku.
 Zapewne chciała się podlizać, ale ja i tak nie mam zamiaru wspominać o tym ojcu. Wdrapałam się na górę i to, co zobaczyłam naprawdę mnie przeraziło. Kevin leżał otulony białą kołdrą aż po brodę, był strasznie wychudzony. Z trudem otworzył oczy, wziął mnie za rękę i powiedział:
-Kochanie, to ty? Co ty tu robisz mała? Do szkoły i to natychmiast! Pamiętaj że masz dziś lekcje gry na pianinie! -nawet na łożu śmierci dbał o mnie. O Jezu. Napisałam to. Nie, on nie umrze, nie może.
Pogadałam z nim chwilę (4 godziny) po czym wygonił mnie, bo nie chciał abym miała wielkie kłopoty. Obiecałam mu, że jeszcze go odwiedzę. Na pożegnanie dał mi list. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.

                                                                    

Oczami Andy'ego

 Przed wyjazdem z Corrie, spotkałem się z moim najlepszym kumplem- Liam’em. Przyjechał tu z zespołem, na jakieś przyjęcie – nie wnikam. Mówił coś tylko, że była jedna fajna laska. Oczywiście, on użył innych słów, bo jak to on mówi: ‘Mam szacunek do kobiet”. – Niech mu tam będzie.
Z tego co się dowiedziałem, to chyba jakaś buntowniczka- lubię takie dupy!
Mam nadzieję, ze ma jakiś namiar, może się z nią trochę zabawię..


                       Jesteśmy w Las Vegas już tydzień, czyli minęła już połowa naszego pobytu, w tym miejscu. Oprócz tego, że codziennie zaliczamy nowe kluby i jedziemy na przypale, z moją cudowną blondynką, nie miałem okazji zabawić się w inny sposób ..Czas to zmienić. I to szybko!

Oczami Corrie

W Vegas jest niesamowicie! Jeszcze, w dodatku jak ma się przy sobie tak nieziemskiego partnera ah! Codziennie coś odwalamy, chodzimy na imprezy, jaramy, nie mamy w niczym umiaru – Tak, zdecydowanie jestem w swoim żywiole ( tak mi się chociaż zdaje..).
Najlepsza była impreza w willi, z wielkim basenem! Cały wieczór banan nie schodził nam z twarzy! Chociaż może to po części sprawka prochów.. ale liczy się to, że było zajebiście!

Obudziły mnie promienie słoneczne, które mocno raziły mnie po oczach. Od razu się skrzywiłam. Nie za fajnie jak ci tak z rana gały wypala..
Rozejrzałam się po całym pokoju szukając tu jakiejś żywej duszy, ale niestety nikogo nie było. Widocznie Samuels gdzieś się zmył.
Wstałam, poczłapałam pod prysznic i narzuciłam na siebie czyste ubrania.
Uznałam, że nie ma co siedzieć tu samej, więc zabrałam plecak, komórkę i ruszyłam na miasto.
Zahaczyłam o jakiś sklep i kupiłam sobie rogalika z czekoladą – mm pycha!
W miedzy czasie dostałam sms’a od mojego zagubionego towarzysza, o treści:
         ‘Kocie, nie czekaj na mnie ze śniadaniem. Wrócę o 19 i masz być gotowa na imprezę.
          Idziemy do mojego kumpla. Włóż coś sexy, mrr xxxx’

Coś się spóźnił trochę z tą wiadomością. A w ogóle skąd pomysł, że czekałabym na niego ze śniadaniem? Zabawne, coś mu ta blond farba chyba szkodzi na mózg. I, że niby ja nie wyglądam zawsze seksownie?! Oj, ja już sobie z nim pogadam!

WŁĄCZ
Lejące się litry procentów, dym z papierosów, wrzaski, najlepszy DJ na świecie, a w samym środku tego wszystkiego, na lśniącym parkiecie ja i Andy ze szluga w ustach. Dodawała mu ona czegoś takiego, że pociągał mnie jeszcze bardziej, a nie wiem czy jest to w ogóle możliwe. Tańczyliśmy w tłumie schlanych, jak i tych w miarę myślących jeszcze ludzi. Nasze ruchy, były bardzo odważne, rozgrzane ciała ciągle ocierały się o siebie. Wiedziałam, że go pociągam, tak jak on mnie.
Zaciągnął się papierosem. Po czym wypuścił dym z ust wprost do moich, sprawnie przyciągnął mnie do siebie i łapczywie pocałował. Nie sprzeciwiałam mu się, wręcz przeciwnie, rozchyliłam wargi, a on od razu połączył nasze języki. Toczyły ze sobą zawziętą walkę. Andy złapał mnie za pośladki i podniósł do góry.  Oplotłam nogi wokół niego, a on umocnił uścisk. Zaczął prowadzić mnie w kierunku jakiegoś pokoju. Nie było ważne, w czyjej sypialni się znajdujemy, nie liczyło się nic oprócz nas dwojga. Nie przestawaliśmy się całować. Szybko pozbyłam się koszuli chłopaka. On wcale nie był mi dłużny, moja sukienka błyskawicznie znalazła się na drugim końcu pokoju. Rzucił mnie na łóżko.
Całował każdą część mojego ciała, zaczynając od samej góry schodząc coraz niżej. Wykorzystałam chwilę jego nieuwagi i teraz to ja przejęłam kontrolę. Przejechałam językiem przez długość jego umięśnionego torsu, widziałam, że mu to odpowiada. Połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku, a ręką zjechałam do jego bokserek, wsunęłam ją pod nie. Zamierzałam się z nim trochę podrażnić. Złapałam za jego ‘przyjaciela’, a chłopak wydobył z siebie cichy jęk wprost do moich ust. Uśmiechnęłam się.
Andy już nie wytrzymał i szybko znalazł się nade mną. Brutalnie wszedł we mnie. Doskonale poruszał biodrami, doprowadzając mnie do szaleństwa. Wygięłam się w łuk, a z moich ust wydobyły się głośne jęki. Chłopak uśmiechnął się zadziornie i znów złożył pełen namiętności pocałunek na moich ustach.

 
Przygoda z ostatniej imprezy, powtarzała się teraz codziennie. Cholernie mi się to podobało. Było jak w raju. Niczego mi nie brakowało.

 
Dzisiaj nastąpił dzień powrotu do domu. Niechętnie spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Podróż zaczęła nam się nieco dłużyć. Trochę rozmawialiśmy, a przez resztę czasu byliśmy pogrążeni we własnych myślach. Zastanawiałam się jak to teraz będzie, ale nie miałam w sumie się o co martwić. Andy zapewnił, że mnie nie zostawi.
Wyjęłam telefon i napisałam do Thomasa.
I tak właśnie zleciał mi dalszy powrót do rzeczywistości (czyt. Nudnego domu).
Przy okazji dowiedziałam się, że jestem TĘCZOWYM SKUNKSEM! Chłopak jak zawsze rozwalił system. Mamy ze sobą wiele wspólnego.
W końcu schowałam telefon do kieszeni, pożegnałam się z Andy’m całusem, zabrałam swoją torbę i weszłam do willi. Od razu, bez słowa skierowałam się do siebie. Padłam na łóżko i migiem zasnęłam.           


Oczami Andy'ego

Ta dziewczyna jadła mi z ręki. W końcu nie ma się co dziwić, mnie by nie kochała?! Pff. Ale co za dużo, to nie zdrowo! Wróciliśmy z wyjazdu, świetnie się bawiliśmy (wiecie jaka ona dobra w łóżku?! Aż żal opuszczać no ale..), ale trzeba to teraz jak najszybciej zakończyć. A ja wrócę do Londynu. Nie, nie tchórze, ani nic, po prostu ta przygoda jest już dla mnie zakończona. Jutro, z samego rana wybiorę się do niej.

Właśnie zmierzam, w kierunku domu Corrie. Nawet nie zastanawiałem się co powiem, będę improwizować. Postanowiłem wejść przez okno, żeby nie narażać się jej ojcu, bo on jakoś mnie nie lubi.. Tak jak myślałem, dziewczyna jeszcze spała. W sumie to jest bardzo ładna- pomyślałem, przyglądając się jej. Usiadłem obok niej i lekko ją szturchnąłem.
Nic to nie dało. Wziąłem kubek z łazienki i nalałem do niego wody. Wylałem całą zawartość naczynia na jej głowę. Od razu zerwała się, z krzykami.
- Czy ciebie do reszty pojebało człowieku?! Kto ktokolwiek to zrobił, ma w ryj!
- Serio mi byś dała w ryj?- słodko się uśmiechnąłem. Dziewczynie od razu minęła złość, gdy mnie zobaczyła. Podeszła do mnie. Chciała mnie pocałować. Jednak szybko się odsunąłem. Spojrzała na mnie zdezorientowana. Teraz, albo nigdy- pomyślałem.
- Przyszedłem tu bo muszę ci coś powiedzieć.
Corrie skinęła głową na znak, że mnie słucha.
- Było fajnie, ale się skończyło. To koniec mała. Koniec naszej zabawy.
- CO KURWA?!
- Spokojnie, nie spinaj się wiem, że trudno jest ci się oprzeć, jak masz przed sobą takiego przystojnego gościa jak ja ,ale emocje nie mogą brać góry.
- NIE NO JA CHYBA KURWA ŚNIE! CZY TY SIEBIE SŁYSZYSZ?! JESTEŚ SKOŃCZONYM SKURWYSYNEM! – Podeszła do mnie i przywaliła mi w twarz.
- Ej, ej hola hola panienko, nie zapędzaj się tak. A to za co było?!
- TY SIĘ PYTASZ JESZCZE ZA CO?! POTRAKTOWAŁEŚ MNIE JAK JAKĄŚ NIC NIE WARTĄ DZIWKĘ!
Po tych słowach, dostałem mocnego kopniaka w krocze. Szybko wyszedłem, w ten sam sposób jak tu się znalazłem. Tylko teraz było gorzej, ponieważ musiałem sobie poradzić z ogromnym bólem. Dzięki Bogu, że udało mi się uciec, jeszcze by ze mnie nic nie zostało!
Ahh widać, że zawróciłem jej w głowie.
                            

Oczami Corrie

Kiedy usłyszałam od Andy’ego te słowa, coś mnie w środku mocno zabolało. Stanęłam znieruchomiała, ale szybko się otrząsnęłam. Nie będzie sobie ze mną tak pogrywał! Musiałam mu pokazać, że nie jestem jakoś dziwką, z którą może się zabawić.
Ma wielkie szczęście, że udało mu się stąd wydostać, bo własna matka by go nie poznała.
Kiedy zostałam sama, dopiero zaczęły docierać do mnie jego słowa. Nie wiem jakim cudem, ale zaczęłam płakać. Nie, tego nie można było nazwać płaczem, to był głośny szloch.
Dławiłam się własnymi łzami, co było dla mnie nowe, bo rzadko, naprawdę rzadko płakałam. 
Jego słowa ciągle brzęczały mi w głowie. Nie mogłam ich z stamtąd wyrzucić.
Nagle moje uczucia zmieniły się diametralnie. Teraz ogarnęła mnie wściekłość! Klęłam w myślach jak się tylko dało. W tym momencie kierowała mną tylko wściekłość.
Ja nie wiem co się teraz ze mną dzieję.. Podeszłam do szuflady, gdzie trzymam szlugi, siłowałam się z drzwiczkami, a ona ani rusz - NIE NO KURWA JESZCZE TEGO MI BRAKUJE!- wykrzyczałam, po czym łzy poleciały mi z oczu. Zjechałam po ścianie, skuliłam się w kłębek i sięgnęłam po flaszkę wódki...


_______________________________________
Jak tam po świętach? Jejku znowu szkoła! >.<
Co do części rozdziału dotyczącej Corrie- nie jest to tak, do końca jak planowałyśmy, ale postanowiłyśmy, że już zakończymy szybko ten wyjazd i przejdziemy do ważniejszych rzeczy.
Ale ważne jest to co dzieje się u Rity. - jest to początek czegoś nowego.
Liczymy na wasze komentarze i klikamy w ankiecie :)