Oczami Rity
Włącz :)
Rito!
Piszę to, bo wiem, że nie zostało mi
dużo czasu. Nie chce Cię straszyć słoneczko, nie martw się o mnie. Po
śmierci będę w dobrych rękach.
Na wstępie chciałbym Ci powiedzieć
jak bardzo Cię kocham. Byłem przy tobie od 18 lat, patrzyłem jak
stawiasz pierwsze kroki, to ja uczyłem Cię mówić. Pamiętam twój pierwszy
uśmiech gdy kilka dni po powrocie ze szpitala zobaczyłaś moją twarz.
Już wtedy wiedziałem, że będziesz kimś wspaniałym. Gdy rosłaś, moje
serce rosło razem z Tobą. Każda minuta, każda chwila spędzona z Tobą
była dla mnie najwspanialszą na świecie. Twoje łzy sprawiały że moje
serce krwawiło. Zawsze chciałem dla Ciebie jak najlepiej. Wyrosłaś na
cudowną kobietę. Inteligentną, wrażliwą i przede wszystkim bardzo dobrą.
Myślę, że chociaż odrobinę mnie polubiłaś. Mam też nadzieje, że nie
byłem dla Ciebie tylko starym dziadkiem, który rozkazuje Ci i sprawuje
nad tobą opiekę, ale przyjacielem. Chciałem dla Ciebie zawsze jak
najlepiej.
Jestem dumny z Ciebie, kochanie. Mimo przeciwności losu,
mimo tego że brak Ci rodzicielskiej miłości, nie poddajesz się i dążysz
do celu. Wkrótce się usamodzielnisz, zaczniesz samotne życie, beze mnie i
wiem że sobie poradzisz. Ba, jestem tego pewien!
Musisz tylko
pamiętać, że jesteś wyjątkowa i nie daj nikomu sobą manipulować. Jeżeli
ktoś będzie chociaż próbował Cię skrzywdzić, z góry ześle mu potężną
burzę z piorunami nad głowę! Obiecuję!
Ale chcę Ci jeszcze o czymś powiedzieć.
Gdy
byłaś młodsza nie chciałem obarczać Cię moimi problemami, dlatego nie
opowiadałem zbyt wiele o sobie. Ale nadszedł ten moment, w którym z
całego serca proszę Cię o pomoc. Tym bardziej, że nie jestem już w
najlepszym stanie i moje dni są policzone.
Jak już wiesz ,nazywam się
Kevin Evans. Urodziłem się w Anglii, mieszkałem tam do 26 roku życia.
Później wyjechałem do Hiszpanii. Przez te lata mieszkałem w wielu
miejscach. Przyszedłem na świat w Londynie, ale to właśnie Bradford
uważałem za swoje miasto. Pewnie spytasz dlaczego? Jesteś pierwszą
osobą, która o tym usłyszy. Kiedy miałem 25 lat, poznałem wspaniałą
dziewczynę- Sophie Brannon. To była miłość od pierwszego wejrzenia.
Potrafiliśmy godzinami siedzieć w lesie, wsłuchiwać się w śpiew ptaków i
gadać o głupotach lub po prostu milczeć leżąc wtuleni w siebie.
Kochaliśmy się. Pewnej nocy stało się. Rodzicie wyjechali, a my
postanowiliśmy spędzić razem wieczór (i noc, ale nie będę wciągać Cię w
szczegóły, bo nadal uważam że jesteś na to za młoda) Tamtej nocy, oraz
konsekwencji jakie za sobą poniosła nigdy nie zapomnę. Przez kolejny
tydzień spotykaliśmy się codziennie, miałem wrażenie, że nasze uczucia
się pogłębiły. Któregoś dnia nie przyszła na umówione spotkanie, więc
zacząłem się martwić. Od razu skierowałem się do jej domu. Ale kiedy
zobaczyłem ja całą zapłakaną, poczułem mocne ukłucie w sercu. W mojej
głowie pojawiały się najgorsze scenariusze. Z początku nie chciała nic
mówić, ale gdy powiedziała o co chodzi, wybiegłem z domu trzaskając
drzwiami i zostawiłem ją samą w takim stanie. Zachowałem się jak
gówniarz i nic mnie nie usprawiedliwia. Ha, ale ja wtedy miałem wielkie
plany. Chciałem zostać światowej sławy projektantem, a dziecko nie było
mi do niczego potrzebne, byłem przekonany że tylko pokrzyżuje wszystkie
plany. Gdy powiedziałem o tym rodzicom, strasznie się zdenerwowali.
Ojciec jednak zachował zdrowy rozsądek (tak mi się chociaż wtedy
wydawało) i wpadł na pewien pomysł. Wszystkie oszczędności postanowił
przekazać Sophie, aby ta milczała. Nikt nie miał się dowiedzieć kto jest
ojcem. Tak się stało. Wyjechałem, nie chciałem mieć z nimi nic
wspólnego. Od czasu do czasu rodzice informowali mnie co się dzieje u
niej i mojej córki- Patrici. Rok po narodzinach małej, moi rodzice
zginęli w wypadku...Strasznie ciężko to przeżyłem. Jednak nie mogłem
wrócić do Anglii. Nie zniósłbym tego spojrzenia Sophie, kiedyś pełnego
miłości, teraz z pewnością nienawiści.
Dlaczego Ci o tym opowiadam?
Rito,
mam do Ciebie ogromną prośbę, której ja już spełnić niestety nie mogę.
Chciałbym, abyś odnalazła Patricie, przekazała jej list który znajdziesz
w pierwszej szufladzie, dębowej komody, która znajduje się w moim
pokoju. Wiem, że strasznie dużo wymagam. Jednak jestem przekonany, że
mnie nie zawiedziesz i poradzisz sobie z tym wyzwaniem. Przez te
wszystkie lata byłem tchórzem, a teraz, gdy zdecydowałem się ją
odnaleźć, umieram.
Na odwrocie zostawiam Ci kilka wskazówek które mam nadzieje pomogą Ci znaleźć moją córkę.
Wierze
w Ciebie, wiem, że we wszystkim w życiu sobie poradzisz. Ale musisz
pamiętać, że zawsze są jakieś wzloty i upadki, ale ludzie bez względu na wszystko muszą
dążyć do wymarzonego celu.
Nigdy się nie poddawaj. A ja na zawsze
będę z Tobą, może nie tutaj na ziemi, ale będę cię obserwował i może
czasem dam Ci jakieś wskazówki. Pokieruj swoim życiem, tak abyś była
szczęśliwa.
Kochający Cię, Kevin.
Kiedy
skończyłam czytać cały mój makijaż był rozmazany, łzy lały się
strumieniami, a oczy stały się zapuchnięte. Nie mogłam w to wszystko
uwierzyć. Nie w to, że Kevin ma córkę, chociaż to jak się zachował
bardzo mnie zadziwiło, ale w to, że ON może umrzeć. Przez ten cały czas, gdy
byłam w Londynie, żyłam ze świadomością, iż wrócę do domu a tam będzie
czekać na mnie mój ukochany staruszek. Zapomniałam jednak o małym
najważniejszym szczególe, że on leży w szpitalu i walczy z chorobą, a
mnie przy nim nie ma!
Nienawidzę się! Jak mogłam tak po prostu o
tym zapomnieć! To jest niedopuszczalne, on tyle dla mnie zrobił, a ja pojechałam załatwiać jakieś chore interesy!
Muszę odnaleźć córkę
Kevina! Zrobię to, choćby nie wiem ile mnie to kosztowało! To jedyne co
mogę dla niego zrobić.. W głębi duszy mam nadzieję, że los się
uśmiechnie i będę miała możliwość poszukać tej dziewczyny, w sumie to
dorosłej kobiety razem z moim najwspanialszym opiekunem.
-Czy uda mi się ją odnaleźć?
- Nie mam wyjścia! Dam z siebie wszystko!
Jak na razie mój najważniejszy cel po wylądowaniu, to zobaczenie się z Kevinem.
Więc mój kierunek to szpital.