Aktualności

Aktualności 19.06.13
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Nowy rozdział pojawi się w następnym tygodniu :>
Założyłyśmy ask'a możecie więc zadawać pytania bohaterom jak i autorkom! Po prawej stronie możecie zadać pytanie bezpośrednio przez bloga. xx
http://ask.fm/manyproblems2girls2worlds


sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 8


Oczami Rity


Od razu po wylądowaniu wybiegłam z samolotu, krzycząc tylko do rodziców, że muszę pilnie coś załatwić. W tym momencie nie obchodziły mnie ich słowa wypowiadane w moją stronę oraz nerwy, że mam natychmiast wracać. Dla mnie liczył się teraz tylko Kevin.
Wepchnęłam się komuś do taxi mówiąc, że szybko muszę znaleźć się w szpitalu. Kij z tym, czy im się to podoba, czy nie. Zachowywałam się jak jakaś rozkapryszona księżniczka, ale ja po prostu musiałam tam dotrzeć jak najszybciej.
W mojej głowie było pełno obaw i miałam strasznie złe przeczucie, że coś się wydarzyło, nie koniecznie dobrego.. Ale szybo odgoniłam te myśli.
            - Czy zdążę?
            - Muszę!
Wbiegłam do wielkiego budynku jak poparzona. Potrąciłam chyba każdego, kto stanął mi na drodze. Na moje nieszczęście winda przestała działać, więc teraz żałowałam, że obijałam się na lekcjach wychowania fizycznego. Musiałam pokonać 10 pięter, a to nie lada wyzwania!
Zmachana wreszcie znalazłam się pod salą Kevina.  Zajrzałam przez duże, odsłonięte okno, lecz nikogo tam nie było..nie było go.. Powoli zaczynałam wpadać w panikę, jednak zdrowy rozsądek kazał mi spokojnie usiąść na krześle i poczekać. Zapewne zabrali go na jakieś badania..
Czas się niemiłosiernie dłużył, a ja nie mogłam już wytrzymać tej cholernej niepewności!
Zobaczyłam człowieka, w białym kitlu i przewieszonym stetoskopem na szyi, zerwałam się z krzesła i zatrzymałam go. Zaczęłam wypytywać gdzie jest pacjent z sali numer 123, nie musiałam się przedstawiać, każdy mnie tu znał..lecz nie o tym teraz.
Lekarz popatrzył na mnie smutnymi oczami i zamilkł, wpatrując się we mnie, jakby ze współczuciem..? Stał tak i nic nie mówił, nerwy mi puściły i wykrzyczałam:
- CZY MOŻESZ MI DO CHOLERY JASNEJ POWIEDZIEĆ GDZIE JEST KEVIN?!
- Proszę się uspokoić - zaczął łagodnym tonem, powodując we mnie jeszcze większe zdenerwowanie. Na szczęście udało mi się powstrzymać od zbędnych komentarzy, a on kontynuował..
-Naprawdę jest mi bardzo przykro, serce pana Evansa nie wytrzymało. Zgon nastąpił o 12.00.
-PAN ŻARTUJE PRAWDA?! GDZIE ON JEST?! MUSZĘ GO ZOBACZYĆ, WIĘC NIECH PAN PRZESTANIE STROIĆ SOBIE ŻARTY TYLKO ZAPROWADZI MNIE DO NIEGO! - czułam na sobie wzrok wszystkich zgromadzonych, lecz delikatnie mówiąc miałam to w dupie. Chciałam się z nim tylko zobaczyć..
- Bardzo mi przykro, to nie są żarty. Widocznie Bóg tak chciał. A teraz przepraszam, pacjenci wzywają. Proszę się uspokoić, nerwy tu w niczym nie pomogą.
Nie mieściło mi się to w głowie, co on do mnie mówił! Jeszcze mu się zebrało na jakieś porady, że nerwy tu nic nie pomogą! To nie może być prawda, nie, na pewno nie!
- JAK JA MAM BYĆ NIBY SPOKOJNA?! CZY PAN SOBIE ZDAJE SPRAWĘ, Z TEGO CO MÓWI?! BO MAM WĄTPLIWOŚCI I TO OGROMNE!
- Nie tym tonem młoda damo! - widać było, że z lekka ma mnie już dość, ale trudno, ma pecha.
- NIE TYM TONEM?! CO NIE TYM TONEM?! TO JAKAŚ PARANOJA! TO WSZYSTKO JEST CHORE! MUSZĘ GO ZOBACZYĆ, ROZUMIESZ TO?! - wymachiwałam rękami na wszystkie strony i nerwowo poruszałam się po białym, obskurnym holu.
  GDZIE ON DO CHOLERY JEST?!
- Już mówiłem, niestety nie udało się nic zrobić, przepraszam ale muszę już iść.
W tej chwili te wszystkie słowa, fakty uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą, łzy lały się strumieniami, a ja za nic w świecie nie mogłam ich powstrzymać. Ten lekarz nie żartował..
On umarł..on mnie zostawił..nie żyje..
- JAK PAN MOŻE BYĆ TAKI SPOKOJNY! CO, JEDNYM POZWALACIE UMRZEĆ MÓWIĄC ŻE BÓG TAK CHCIAŁ I ŻE NIC NIE DAŁO SIĘ ZROBIĆ, A PÓŹNIEJ NAGLE PRZYPOMINACIE SOBIE O TYM, ŻE MUSICIE IŚĆ KOMUŚ INNEMU POMÓC! TO WSZYSTKO WASZA WINA! NIE ZADBALIŚCIE O NIEGO! JA TEGO TAK NIE ZOSTAWIĘ!- potok słów leciał z moich ust. Część ludzi wyglądało ze swoich sal, aby zobaczyć  co się dzieje, a inni z przerażeniem malującym się na twarzy uciekali się schować..
Mnóstwo lekarzy próbowało mnie uspokoić, przytrzymywać, żebym nie rzuciła się na tego doktora. Marnie im to wychodziło. Nie panowałam nad sobą, z każdą chwilą byłam coraz bardziej zrozpaczona i wściekła. Wszystkie  emocje łączyły się we mnie i wypływały na zewnątrz.
Poczułam mocne ukłucie w ręce, zaczęłam tracić równowagę, aż robiło mi się ciemno przed oczami..przestałam kontaktować..


Obudziły mnie promienie słoneczne padające wprost na moją twarz. Otworzyłam oczy i nie wiedziałam co się dzieje. Co ja robiłam, w swoim pokoju? I dlaczego, na telefonie, w kalendarzu jest taka dziwna data? Coś mi się tu nie zgadza..
Moje główkowanie przerwała mama, która zjawiła się przy moim łóżku.
- O już wstałaś kochanie. - powiedziała ze sztucznym uśmiechem.  Jak ja go nie cierpię..
  Jejku spałaś ponad dobę, w szpitalu musieli podać ci bardzo mocne leki uspokajające! Dobrze, że tam nikomu nie zrobiłaś krzywdy. - zaśmiała się pod nosem.
No tak! Już wszystko pamiętam! Już wiem, co się stało! Kevin..o Matko Kevin! Kevin...-powtarzałam w myślach.
 A co tu niby jest śmiesznego?! Jak ona może się tak zachowywać i w dodatku jest taka spokojna?! To karygodne! Muszę zostać sama, bo źle się to skończy dla każdego z nas! Nie miałam zamiaru udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku! Bo nie było i nie będzie! Kevin zawsze powtarzał, że ludzi trzeba traktować z szacunkiem, niezależnie od wszystkiego, ale jego już ze mną nie ma..!
Odburknęłam jej coś i ponownie położyłam się na łóżku, mrugając kilkakrotnie, aby zatuszować zbierające się łzy w moich oczach. Nie będę płakać przy niej..o nie!
Rodzicielka zdążyła mnie jeszcze poinformować, że za dwa dni pogrzeb i wszystko jest już praktycznie załatwione. Ja nie dam rady...nie zniosę tego..! Żadna matka nie chce patrzeć na swoje martwe dziecko, tak samo jak i ja nie chcę patrzeć na martwą, najważniejszą osobę w moim życiu.
           - Wszystko się posypało, nie poradzę sobie..
           - Życie to pieprzona lista niepowodzeń!

Mama wyszła.. zostawiła mnie, jak zawsze...
A czego ja się niby spodziewałam? Że usiądzie przy mnie, przytuli i powie, że razem jakoś przez to przejdziemy? Moje niedoczekanie.. To chyba oczywiste, że tak się nie stanie! Lepiej zajmować się przecież tylko sobą, a dziecko niech wychowuje się samo!
Wcześniej miałam Kevina, właśnie miałam...
Na samą myśl o moim ukochanym przyjacielu łzy znowu ujrzały światło dzienne.. Spływały po moich zaczerwienionych policzkach, nie zważając na to że właśnie się nimi dławię. Nie daję rady, a tak naprawdę to dopiero początek.
Podniosłam się i energicznie usiadłam na łóżku, przez co przeszył mnie ogromny ból w głowie. Dokładnie jak na filmach, kiedy rano ktoś budzi się po imprezie.. Ale no tak, ja nigdy tak nie miałam, bo oczywiście mi nie wypada robić takich rzeczy, żebym była spita do nieprzytomności..

DLACZEGO JA?! DLACZEGO TO ZAWSZE, WŁAŚNIE JA MAM TAKIEGO CHOLERNEGO PECHA?! NO TAK 'PECH' TO MOJE DRUGIE IMIĘ! ALE ZASTANAWIA MNIE JEDNO.. CO JA TAKIEGO ZROBIŁAM?! Za co?!..- krzyczałam, aż głos ponowie zaczął mi się łamać. Chwyciłam za pierwszy lepszy przedmiot i z całej siły rzuciłam, w wielką plazmę naprzeciwko. Cholera rozwaliła się.. haha ale przecież to było oczywiste. Poleciały iskry, ale nadal wisiała na ścianie..Przypomina mi trochę mnie, rozwalona, ale nadal trzymająca się na miejscu, co z tego że zmasakrowana?
Nie ma się co martwić, tatuś kupi nową, bo to przecież dla niego żaden problem.. chory materialista!
Wrzaski i wyżywanie się na różnych przedmiotach nie pomagają. To nic nie daję. Muszę przyznać, jestem bezsilna. Z każdą sekundą wykańczam się coraz bardziej jak żywa roślinka na pustyni, potrzebująca wody, a ja w tym momencie potrzebuję bliskości drugiej osoby. Muszę wiedzieć, że nie jestem sama, ale to nie możliwe.. zostałam sama, całkiem sama..
Widocznie życie uwielbia niszczyć ludzi, za  wszelką cenę. Paranoją staje się to, że niewinni ludzie muszą odchodzić z tego świata, a ci którzy naprawdę tego chcą, są tu trzymani na siłę.


O 22.00 zeszłam na dół do kuchni, w sumie to nie wiem po co, ale niech będzie. Na schodach minęłam się z tatą. Chciał mnie o coś poprosić, ale rzuciłam mu krzywe spojrzenie i zamilkł. Bardzo się cieszę, niech rodzice się do mnie nie odzywają! Głowa ciągle dawała o sobie siwe znaki i bolała niemiłosiernie. A łzy? Ciągle płynęły.. a moje oczy były zapuchnięte i czerwone. Przepraszam, ale nic na to nie poradzę.
Nalałam sobie wodę w wysoką szklankę i usiadłam na barowym krześle. Byłam zapatrzona w jeden punkt. Ohh, ale oczywiście ktoś musiał mi przerwać moje zajęcie. W drzwiach pojawiła się mama i zapaliła światło nade mną, przez które na parę sekund zostałam oślepiona. Wyprostowałam się i wbiłam w mamę wyczekujące spojrzenie. Od razu zrozumiała o co mi chodzi i bez owijania w bawełnę przeszła do sedna.
- Dlaczego jeszcze nie śpisz?! Jutro przecież idziesz do szkoły! Co ty sobie myślisz!? A w ogóle lekcje odrobiłaś? Mam nadzieję, że jesteś dokładnie przygotowana! Ah i miałaś przecież załatwić mi parę spraw na mieście!
Patrzyłam jak się na mnie drze i z wrażenie szczęka mi opadła! Co ona sobie myśli?! Złość zaczęła we mnie uderzać.
- Że co proszę?! Myślisz, że jutro pójdę do szkoły?! Hahaha, muszę cię zdziwić! Nigdzie się nie wybieram! I co, że niby mam załatwiać jakieś twoje chore sprawy?! Co jeszcze?! Nie będziesz mną manipulować jasne?! Koniec, rozumiesz?! Czy ciebie w ogóle nie obchodzi to, że najważniejsza osoba w moim życiu właśnie mnie zostawiła?!
Mama stała chwilę zszokowana moim wybuchem, po czym szybko się ocknęła.
- Jak ty się do mnie zwracasz?! Zero szacunku! Nie tak cię wychowałam! A Kevin to był tylko służący, umarł i nic nie zrobisz, taka rola ludzi! A ty masz się dobrze zachowywać,jasne?!
- Nie no kurwa nie wytrzymam! Czy ty siebie słyszysz?! Że to był niby tylko służący?! To on mnie wychowywał, to on ze mną zawsze był, to on mnie wszystkiego nauczył, jemu wszystko zawdzięczam! Nie tobie! Myślisz, że jak dasz mi pieniądze to wszystko będzie załatwione?! Grubo się mylisz! Jesteś zaślepiona tylko na swoje potrzeby, a ja jestem córeczką na posyłki! Ale to do cholery koniec!
- Rita, język! Jak możesz się tak wyrażać?! Jesteś uziemiona!
- Czy do ciebie nic do cholery nie dociera, ja się pytam?! Nic jeszcze nie rozumiesz?! Ohh więc proszę bardzo! NIENAWIDZĘ CIĘ,JASNE?! I MAM TO WSZYSTKO W DUPIE!
Matka krzyczała za mną, ale ja już jej nie słuchałam. Wybiegłam z domu trzaskając drzwiami.
Sprytnie ominęłam ochronę i biegłam przed siebie. Nawet nie zauważyłam kiedy moje policzki stały się całe mokre. Znowu płaczę, myślałam że mój limit łez się wyczerpał!
Kiedy dobiegłam do wielkiej bramy, zwolniłam kroku i powoli doszłam do samego serca parku. Stałam na środku, pomiędzy wielkimi, poruszającymi się na wietrze drzewami. Było ciemno, wręcz czarno. Ten widok trochę mnie przerażał, ale zarazem uspokajał, sama nie wiem czemu.. Nie obchodziło mnie to, że w krzakach może czaić się jakiś psychopata, chcący mnie zgwałcić. W głowie ciągle brzmiały mi słowa matki:
'[..] Zero szacunku! Nie tak cię wychowałam! A Kevin to był tylko służący [..]' 
Że ona niby mnie wychowała?! Ale pomijając to, jak ona mogła powiedzieć, że Kevin to tylko służący?! Ona nic nie wie..nic nie rozumie. Mój mózg pracował na pełnych obrotach, a ja za nic w świecie nie mogłam się wyciszyć. Nie wiedziałam co robić, moja głowa biła się z myślami.
Spojrzałam na prawo i pod latarnią dostrzegłam dwóch mężczyzn. W sumie jeden był jakoś w moim wieku, tak mi się zdawało. Widziałam wszystko co się dzieje bardzo dokładnie. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ oni nie mogli mnie zobaczyć. Starszy mężczyzna przyjmował właśnie od tego drugiego pieniądze. Nie wiedziałam o co chodzi, ale miałam świadomość, że to nie wróży niczego dobrego. Wszystko odbywało się jak na ekranie telewizora. Po chwili młodszy chłopak brał od tamtego jakiś woreczek, z białym proszkiem.. Wiedziałam co to jest. Oglądałam wiele takich filmów. Kiedy jeden z nich zadowolony ze swojego zakupu zaczął odchodzić, niekontrolowanie ruszyłam w tamtą stronę, gdzie dalej stał owy mężczyzna, ze skrętem w dłoni. Dalej nie wiem co mną kierowało. Wyłoniłam się z mroku, a światło latarni oświetliło moją postać, mężczyzna mnie zauważył i uśmiechnął się zachęcająco...

                      



______________________________________
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, rozdział trochę krótki no ale..
Czekam na waszą ocenę. Julka xx

2 komentarze:

  1. świetny *.* kiedy następny ?

    OdpowiedzUsuń
  2. piszemy we dwie,bardzo dziękujemy,wiele to dla nas znaczy.Jednak blog jest zawieszony,nie będziemy już dłużej pisać

    OdpowiedzUsuń