Aktualności

Aktualności 19.06.13
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !

Nowy rozdział pojawi się w następnym tygodniu :>
Założyłyśmy ask'a możecie więc zadawać pytania bohaterom jak i autorkom! Po prawej stronie możecie zadać pytanie bezpośrednio przez bloga. xx
http://ask.fm/manyproblems2girls2worlds


sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 6


Oczami Rity


Nie mam pojęcia dlaczego ustawiłam sobie na dzwonek budzika -pianie koguta. Może dlatego,że spotkanie go w Madrycie graniczy z cudem. Tym razem pianie obudziło mnie wcześniej, bo już o 6 wyrwało mnie ze snu. Zaspana wymacałam wyłącznik i powoli wstałam. Miałam godzinę na ogarnięcie się. Jedne drzwi dzieliły mnie od łazienki. Gdy już się tam znalazłam, wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy i tylko w ręczniku okrywającym moje ciało udałam się do garderoby .Kropelki wody spływały po moich włosach, zatrzymując się na ramionach. Zimna woda na rozgrzanym ciele powodowała ciarki. Lubiłam to uczucie.
Skoro dziś taki ważny dzień dla ojca, nie mogłam go zawieść. Przecież na pewno będzie chciał pochwalić się córeczką. Wybrałam spódnice z zakładkami w kolorze turkusowym (który jak mówi Kevin ‘idealnie podkreśla moją cerę’), białą koszule z malutkimi, różowymi różyczkami oraz złote czółenka. Do tego naszyjnik, bransoletka i kilka pierścionków w kolorze obuwia- i stylizacja gotowa.
Kevin byłby ze mnie dumny.
Włosy zdążyły mi już wyschnąć, więc postanowiłam zakręcić je na lokówce .Gdy loczki opadały  na moje obojczyki, zabrałam się za makijaż. ‘Mniej znaczy więcej’ –kolejna złota rada przyjaciela, która w tej chwili okazała się bardzo pomocna. Zrobiłam małe kreski na oczach, usta musnęłam jasną szminką, a policzki przypudrowałam różem .Musiałam stwierdzić, że wyglądam całkiem nieźle. Obawiałam się jedynie tego, że w Leeds, gdzie właśnie się wybieram pogoda nie jest zbyt ciekawa. Z szafy wyjęłam futro ,mając nadzieję że ochroni mnie przed zimnem. Do podręcznej torby spakowałam butelkę wody, gumę do żucia, książkę do francuskiego i oraz moje ukochane mp4. Zostało mi trochę czasu, więc postanowiłam zadzwonić do przyjaciela.
-Hej słonko, co u Ciebie słychać?- usłyszałam głos mężczyzny.
-Ej! Ja miałam Cię spytać o to samo, haha- taki był Kevin. On mógł czuć się beznadziejnie, ale ja i tak obchodziłam go najbardziej.
 Nie chciał zbyt dużo mówić o swoim stanie, powiedział jedynie że ‘jeszcze żyje’. Taka odpowiedź mnie nie satysfakcjonowała.
 Pogawędkę przerwał mi głos z dołu:
-Rita! Mamy 5 minut do wyjazdu, a ty nadal nic nie jadłaś. Za 10 sekund widzę Cię na dole wcinającą śniadanie!- krzyknęła mama.
Kevin najwidoczniej to usłyszał, więc pożegnał się i życzył mi miłej zabawy. Już po chwili, z pełnym brzuchem wsiadałam do samochodu, aby udać się na lotnisko. Anglio- nadchodzę!

Brr. Tak jak myślałam, pogoda różniła się od tej w słonecznej Hiszpanii. Po prawie 5 godzinnej podróży (wliczają w to lot samolotem i podróż samochodem, z Londynu do Leeds) jestem strasznie zmęczona i szczerze mówiąc ,nie mam ochoty spotykać się z państwem Gates.

 Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po przekroczeniu progu, to ogromna przestrzeń. Pani Pattie, miła brunetka zaprosiła nas do pokoju, gdzie mieliśmy spożyć kolacje. Ojciec, w drodze do Anglii opowiadał mi co nie co o tej rodzinie. Bill Gates jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie, ma udziały miedzy innymi w New York Times, tak jak mój tata. Tam właśnie się poznali. Ma córkę w moim wieku. Jednak od przybycia tu, jeszcze jej nie widziałam.
Jako pierwsze na stole ukazały się przekąski, typowo angielskie. W pewnej chwili Sam (kobieta, która je przyniosła) doprowadziła do stołu wysoką dziewczynę. Corrie- bo tak przedstawił ją jej ojciec, miała blond włosy, ładne oczy i zadziorny uśmiech. Na pierwszy rzut oka bardzo różniła się ode mnie i szczerze wątpiłam w to, że się dogadamy. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła naprzeciwko mnie. Rodzice rozmawiali o interesach, a my, jak na grzeczne dziewczynki przystało- siedziałyśmy cicho. Po głównym daniu przenieśliśmy się na taras. Ich ogród był piękny, ale nie mógł równać się z naszym. Mimo starań architektów, ogród wyglądał nienaturalnie na tle pochmurnego miasta.
Bill zaproponował, abym udała się z jego córką na górę, do jej pokoju. Widziałam ten entuzjazm w oczach blondynki. Jak znam życie, miała więcej ciekawych zajęć. Nie wyglądała na szarą myszkę która lubi zaszyć się w samotności i poczytać książkę. Wręcz przeciwnie.
-No więc, mieszkasz w Hiszpanii, tak?- spytała, chociaż miałam wrażenie że wcale jej to nie obchodziło.
-Tak się złożyło-odpowiedziałam krótko, bo nie miałam ochoty ciągnąć rozmowy.
-Zazdroszczę. Najchętniej wyjechałabym tam, choćby teraz.-dokończyła zdanie i w jej oczach pojawiły się łzy. Kapały, a właściwie lały się strumieniami przez około 3 minuty. Nawet nie próbowałam jej pytać o co chodzi, bo i tak by mi nie powiedziała. Przysunęłam się do niej i ostrożnie  przytuliłam. Odwzajemniła mój uścisk, wtedy poczułam ładny, mocny zapach perfum dziewczyny.

-Dziewczynki! Zejdźcie na dół, Sam przygotowała deser- usłyszałyśmy męski, donośny głos.
Chwile zajęło nam ogarnięcie Corrie, by już po chwili wyglądała jakby nic się nie stało. Przed wyjściem dziewczyna złapała mnie za rękę i powiedziała:
- Przepraszam, nigdy się tak nie zachowywałam.. Ale..Eh..
Widziałam, że dziewczynie była bardzo ciężko, więc postanowiłam jej przerwać i zakończyć ten temat. Powiedziałam, że nic nie szkodzi, że każdy człowiek tak czasami ma.
Zeszłyśmy do pokoju, po czym jak dawniej usiadłyśmy na tych samych miejscach.
-Miło się rozmawiało z córką?- spytał pan Gates. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo w sumie prawie wcale nie rozmawiałyśmy, a nie chciałam kłamać.
-Pańska córka jest naprawdę bardzo miła-odpowiedziałam, uśmiechając się.
-W to nie wątpię. Jak chce potrafi być aniołkiem, wykorzystuje to, jak bardzo ją kocham- kontynuował-Dlatego razem z jej matką wpadliśmy na pomysł. Corrie- teraz zwrócił się do niej-wylatujesz do Francji! Sama- dokończył.
Momentalnie spojrzałam na dziewczynę. Widać, że była zdziwiona i wcześniej nie miała o tym pojęcia. Najwyraźniej pan Bill oczekiwał od niej jakiejś odpowiedzi, ale była zbyt zszokowana więc ja postanowiłam przejąć  inicjatywę.
-Ojcze, chce jechać z nią-powiedziałam już do mojego taty.
W tym momencie Corrie wydała się jeszcze bardziej zszokowana tym faktem, więc  delikatnie chwyciłam ją za rękę pod stołem.


-O! Jeszcze lepiej. Z tego co opowiadałeś, twoja córka jest bardzo dojrzała. Więc mam nadzieję , że mi tam przypilnuje trochę córki!- uśmiechnął się.
Papa z początku się nie zgadzał, ale po długiej namowie, ze strony znajomego uległ.

‘Dziewczyno, w co ty się wpakowałaś.'

  Oczami Corrie



Chociaż za oknem świat nie przedstawiał się za ciekawie, w sumie mój humor był dzisiaj.. niezły. Nawet nie miałam zamiaru myśleć o Andy’m. Niech on cierpi, nawet nie zdaje sobie sprawy ,z tego ile stracił. Może jestem czasami pyskata i wredna, ale kochać potrafię.
Szykując ubranie podśpiewywałam ‘Party in USA’. Gdy zaczynałam refren do pokoju weszła Sam z praniem. Oczywiście nie zapukała.
-Wariatkaa- chyba chodziło jej o mój śpiew- A jeśli już mówimy o dziwnym zachowaniu, co Ci się stało?
-O czym mówisz moja droga?- spytałam
-Dziś Prima Aprilis? Nie zapukałam, nie zaczęłaś mnie wyzywać, a teraz jeszcze ‘moja droga’ ?! Jeśli to ma być jakiś podstęp, to wiedz, że się nie nabiorę- powiedziała, po czym odłożyła ubrania na szafę i wyszła.
Tak to jest. Próbujesz być miła, zarzucają Ci że udajesz. Ale dziś nie miałam zamiaru się kłócić.
Po krótkim namyśle, zdecydowałam się na białe legginsy w czarne, pionowe paski, czerwone przecierane martensy i granatową bluzkę. Pogoda w Leeds jak zwykle była przewidywalna więc wolałam założyć ramoneskę.
-Mamo, tato, Sam, wychodzę- krzyknęłam już z dołu.
-Pamiętaj że o 13 masz być w domu, mamy gości!- odpowiedziała mama. Kątem oka spojrzałam na wielki zegar wiszący przed pokoju. Dochodziła 9. Obiecałam, że wrócę na czas.
Przechadzałam się ulicami nie mając żadnego planu. W słuchawkach nie leciała Metallica, a Demi Lovato. Hah, do czego to doszło. Słucham jakiejś gwiazdki Disneya. Ale ona jest inna. Też miała trudne życie, ale poradziła sobie z trudnościami. ’Be strong’- tak brzmiało jej motto…TAK, TO JEST TO!
-Kitty, jesteś u siebie?- zadzwoniłam do przyjaciółki
-Tak i jeśli chcesz wbić, to zapraszam!- jak zwykle wiedziała o co mi chodzi.
Już po 5 kilometrach i 36 metrach  (ah, ta aplikacja na iPhone) byłam u dziewczyny.
-Jak dzwoniłaś byłaś czymś podjarana, opowiadaj o co chodzi- nie chciało się jej owijać w bawełnę.
Opowiedziałam jej wszystko. Motto Demi- niby proste ,ale bardzo przypadło mi do gustu. Skoro już za dwa tygodnie kończę 18 lat, dlaczego by nie strzelić sobie dziary? Już od małego podobały mi się tatuaże. Gdy rosłam, zadawałam się z starszymi, zazwyczaj chłopakami. Każdy prawdziwy facet, mieszkaniec Bradford (miasta położonego niedaleko Leeds) musiał mieć wytatuowaną czaszkę. A jeśli chodzi o ból, nie przejmowałam się tym. Nie raz podczas ucieczki z domu robiłam sobie krzywdę. Kasa na koncie zawsze była, więc zostało mi tylko znalezienie salonu.
Z początku przyjaciółce nie podobał się ten pomysł, no bo Corrie Gates i napis który ma dodawać jej pewności siebie? Coś nie pasowało… Nie wiedziała, że się zmieniłam. Ale nie zamierzam jej nic tłumaczyć.
-Mam!- wyrwała mnie z zamyślenia Kitty- W sumie to niedaleko, a w necie same dobre opinie- pokazała mi stronę internetową i już wiedziałam, gdzie spędzę najbliższy czas .Szybko się ogarnęłam i razem z dziewczyną udałyśmy się w drogę. Ona była starsza więc już od kilku miesięcy miała prawko.
O 12 byłyśmy na miejscu. Z zewnątrz budynek nie wyglądał dość ciekawie, ale za to w środku było niesamowicie. Już przy otworzeniu drzwi czuło się niesamowitą energie.
-O Jezu, przepraszam!- powiedział mężczyzna który kilka sekund temu wpadł na mnie.
Miał pomarańczową beanie, z pod której wyłaniały się brązowe loczki.
-Przepraszam za kolegę. On tak zawsze przeżywa kolejne tatuaże- uśmiechnął się do mnie jakiś chłopak stojący obok-  najwidoczniej jego kumpel.
-Daddy, chyba potrafię się sam wytłumaczyć.
-Nic się nie stało, naprawdę- powiedziałam zgodnie z prawdą. Oni wyszli, a ja z Kitty udałam się w głąb pomieszczenia. Przyjęła mnie kobieta, której całe ręce zdobiły tatuaże. Może wyglądała dziwnie, ale tak naprawdę była bardzo miła.
-No więc jaki tatuaż sobie życzysz?- spytała czyszcząc igły.
-Napis ‘Be strong’, o tutaj-wskazałam jej miejsce na ręce
-Się robi! Wybierz czcionkę i rozmiar. A potem zabieram się do pracy.
Nie chciałam szaleć, może nie teraz. Po około godzinie tatuaż był gotowy i zabezpieczony.
-Cholera! Już 13! Jestem spóźniona, super- krzyknęłam do przyjaciółki. Pociągnęłam ją za rękę i pognałyśmy do samochodu.
Gdy wysadziła mnie pod domem, zdążyłam krzyknąć ‘dziękuję’ i pobiegłam do drzwi. Na wejściu przywitała mnie wkurzona Sam, która oznajmiła że goście już są .No to zapowiada się ciekawie…

  Oczami Hazzy

-Genialny! Dziękuje Ci. - powiedziałem do kobiety, która wykonała bardzo dobrą robotę. Tatuaż motyla zdobiący moje ciało wyglądał niesamowicie. Chociaż trochę bolało, efekt końcowy godny był cierpienia.
-Widzisz, jakoś wytrzymałem-odwróciłem się do przyjaciela
-Harry, kochanie ty moje, przecież wiesz co fani sądzą o twoich dziarach. A gdyby nie ja, na pewno przybyło by Ci dziś ich więcej!
-Ale Liam..- próbowałem zaprzeczać
-Ja i tak znam prawdę! Odwrót na pięcie i marsz do samochodu bo inaczej twoja pewna część ciała, na tym ucierpi. Lekcje ninja nareszcie mi się na coś przydadzą!- odpowiedział
-Hahahahaha lekcje ninja? Powinieneś mieć dziewczynę!- dokończyłem zdanie i oberwałem w łeb. Chyba zasłużyłem. Liam nie lubił tego tematu. Do tej pory nie znalazł tej jedynej, a związki na jedną noc go nie interesowały.
-O Jezu, przepraszam- przez moje nie ogarnięcie wpadłem na kogoś. Liam jak zwykle próbował mnie tłumaczyć- jak to on. Blondynka powiedziała że nic się nie stało i weszła do środka.
-Harry, czy mi się wydaje, czy już ją kiedyś widziałem?- spytał Payne.
-Pewnie jakaś fanka, która miała meet&greet. No i jest ładna, więc pewnie dlatego ją zapamiętałeś- puściłem do niego oko
-Masz racje, ale zbierajmy dupy i jedzmy po naszego Bad Boya.


Oczami Rity-wyjazd z Anglii
Co za dzień! Wpakowałam się, w wyjazd do obcego kraju, z obcą dziewczyną. Raz na zawsze pożegnam się z perfekcyjnym życiem, wejdę w świat gdzie nikt nie będzie o mnie dbał tak jak było w Hiszpanii.
A skoro o tym mowa, jestem w drodze na lotnisko. Mieści się ono w Londynie, więc czeka mnie podróż samochodem z Leeds. Odpaliłam Mp4, włączyłam Elvisa i usnęłam na siedzeniu.
                                                                                    
Dziwie się trochę, że nie lecimy naszym prywatnym samolotem. Ale nie przeszkadza mi to. W końcu muszę przyzwyczaić się do normalnego życia…
Usiadłam w wolnym rzędzie. Jakoś nie potrzebowałam towarzystwa, wolałam mieć chwile spokoju i poczytać. Gdy wyjmowałam książkę z torby, wypadła z niej koperta. Była w kolorze pudrowej zieleni, z kwiecistymi zdobieniami po bokach. Mogła należeć jedynie do Kevina. Od razu przypomniałam sobie o liście, który dał mi w szpitalu. A ja głupia o nim zapomniałam. Szybko otworzyłam kopertę, uważając przy tym aby jej nie uszkodzić. Treść listu brzmiała tak:


________________________________________
No ta mamy kolejny rozdział, ocena należy do was.
CZYTASZ-KOMENTUJESZ (przypominam o ankiecie)
Jesteście ciekawi co będzie w tym liście od Kevina?

Jeśli chcesz być informowany o rozdziałach na TT, w komentarzu napisz swoją nazwę. xx

4 komentarze:

  1. świetne :D czekam na 2 część :)

    OdpowiedzUsuń
  2. hejcia martynka

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje zamówienie zostało wykonane ;) Zapraszam na http://algueerax.blogspot.com/ .

    //algueerax

    OdpowiedzUsuń