Oczami Rity
Obudziłam się o 9.00. Jak zwykle przed przyjściem Kevina. Kevin to jeden z naszej ‘służby’, jest on odpowiedzialny za mnie. Codziennie rano przychodzi mnie obudzić, choć może wydawać się to dziwne ale pomaga mi również w dobraniu stroju na różne uroczystości! Oprócz tego jest on moim najlepszym przyjacielem, po części zastępuje mi ojca. Ha! Jak to brzmi. Prawie dorosła dziewczyna przyjaźni się z ‘dziadkiem’. Ale taka jest prawda. Nie mam przyjaciół , ponieważ ludzie ze szkoły dzielą się na dwie grupy:
- I tych, którzy uważają mnie za nic nie wartą nudziarę mającą
po prostu kasę.
Więc sami chyba rozumiecie…
Z Kevinem mogę porozmawiać o wszystkim. Od prawie osiemnastu
lat jest przy mnie, opiekuje się mną, doradza. To właśnie on podsunął mi pomysł
o wyprowadzce…
Dzisiaj sobota,
normalne bym jakoś bardziej entuzjastycznie do tego podeszła, ale dziś odbywa
się u nas wielki bankiet, z okazji pięciolecia ‘The New York Times’ – gazety, w
której mój ojciec ma wielkie udziały. Będzie mnóstwo bogatych, kulturalnych,
dobrze wychowanych ludzi z redakcji oraz spoza niej.
Szczerze? To dziś jakoś nie mam humoru na takie
uroczystości, no ale cóż, jak trzeba, to trzeba. Kwestia przyzwyczajenia.
Wracając do
tematu. Odwróciłam się w stronę drzwi i zobaczyłam tam uśmiechniętego od ucha
do ucha mojego opiekuna. Jak dobrze że przerwał to moje rozmyślanie, co za dużo
to nie zdrowo!
-Eh i co jak zwykle nie śpisz! -powiedział z udawanym
oburzeniem Kevin.
-Hahaha, ale myślałam, że się przyzwyczaiłeś.
-No w sumie się przyzwyczaiłem…Ale chciałbym Ci kiedyś
zrobić pobudkę…-powiedział z chytrym uśmieszkiem
-O nie, nie, nie! Ja już znam ten uśmieszek! Nie uda Ci się!
–powiedziałam rzucając w niego poduszką.
-Osz Ty! Tak pogrywasz?!
Odwdzięczył mi się tym samym. Ja również dostałam poduszką…I
to nie raz! Tak, była bitwa na poduszki. Matko! Zachowujemy się jak dzieci, ale
czy coś w tym złego?
Dobrze mieć taką osobę, chociaż jedną, która jest z tobą i
ciągle stara się, abyś chociaż na chwilę się szczerze uśmiechnęła.
-Dobra młoda, koniec. Mam nadzieję, że pamiętasz o
dzisiejszych planach, to ważny dzień. Marsz do łazienki. Za godzinę masz zajęcia
jazdy konnej z instruktorem. Jak się zbierzesz zejdź na dół na śniadanie, bo
rodzice będą się niecierpliwić.- Kevin powiedział już całkiem poważnie i
opuścił mój pokój.
Po drodze do łazienki spojrzałam przez wielkie okno, z widokiem na nasz ogród. Każdy szykuje co innego, jedni noszą okrągłe stoliki, inni ustawiają kwiaty…Wszyscy się przepychają, aby skończyć wszystko na czas.
Po drodze do łazienki spojrzałam przez wielkie okno, z widokiem na nasz ogród. Każdy szykuje co innego, jedni noszą okrągłe stoliki, inni ustawiają kwiaty…Wszyscy się przepychają, aby skończyć wszystko na czas.
Jestem ciekawa, co przyniesie dzisiejszy dzień, jaki będzie
ten bankiet, czy poradzę sobie na koniu?.. Milion pytań kłębiło mi się w
głowie, ale w sumie, poranek mogę zaliczyć do udanych. Więc może reszta dnia
też taka będzie? Miejmy nadzieję.. A teraz, w końcu czas iść się zbierać, bo
rodzice nie będą zadowoleni..
Oczami Corrie
O 10.00 ktoś
zaczął dobijać się do moich drzwi, a już po chwili nad moim łóżkiem pojawił się
wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, z ciemnymi włosami. Tak, to mój tata-Bill.
-Wstawiaj śpiochu!!!- krzyknął ojciec
-Mhm… Już, już
-No to już! Przyszedłem się pożegnać, wyjeżdżamy z mamą za
10 minut.
-Ale jak to? Gdzie jedziecie?- Powiedziałam z lekkim,
oczywiście udawanym oburzeniem, gdyż dziś sobota!
-Musimy pojechać do Chorwacji, na ważną konferencje. Wracamy
za trzy dni.
-Szkoda…-powiedziałam ze smutkiem
-Oj już nie udawaj, że się smucisz, bo i tak Ci nie uwierzę!
–zaśmiał się pod nosem po czym kontynuował swoją wypowiedź-Masz się pilnować
Sam, jasne? Jesteś pod jej opieką i masz się słuchać bo ja i tak się o
wszystkim dowiem.
-Pamiętaj-dodał po chwili spoglądając na mnie.
Popatrzyłam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Nie martw się, będę grzeczna..- powiedziałam
-No mam nadzieję! No chodź tu, przytul staruszka i zbieraj
się, wypadało by się może pouczyć.
Niechętnie podeszłam, po czym przytuliłam się do ojca i
powiedziałam, że rozważę opcje nauki. Ale oczywiście tego nie zrobię, zła ja-
zachichotałam.
Gdyby nie to, że ojciec musiał już jechać, na pewno teraz
odbyło by się kazanie na temat szkoły i mojego zachowania. W sumie to tata nie
wie, jaka jestem wśród znajomych i niech tak pozostanie.
Po
wyjściu ojca, nagle do mojego pokoju weszła Sam.
-A może by tak pukać?!- nieświadoma swojego zachowania
krzyknęłam.
Sam jest tak jakby moją ‘opiekunką’, ale jest okropna!
Denerwuje mnie każdym swoim zachowaniem, myśli, że ma nade mną władzę.
-Nie, raczej nie –powiedziała sucho
-Raczej? Czyli nie jesteś pewna swojego zdania, ha! To
lepiej naucz się pukać i przestań mi przeszkadzać-po tych słowach ugryzłam się
w język, znowu nie panuje nad swoimi emocjami.
-Przyszłam Ci tylko powiedzieć, że śniadanie jest gotowe
oraz poinformować, że twój ojciec odwołał wszystkie zaplanowane spotkania na te
trzy dni, więc masz czas wolny.
-Dziękuję za informacje, możesz już iść.
Więc tak,
podsumowując, dzisiaj sobota, piękna pogoda, przyjaciele na miejscu i urodziny
Thomasa! Oj, będzie melanż, jak dobrze, że nie ma rodziców. Inaczej nie
mogłabym sobie na dużo pozwolić, bo przecież jestem grzeczną dziewczynką,..
Moim kumple to głownie Thomas, Kitty, Lisa, Micky, jest też
Matt i Pola. Chodzimy razem do szkoły, jak i również wspólnie imprezujemy!
No to szykujemy się na imprezę..!
________________________________________
Mamy rozdział pierwszy! Liczymy na wasze komentarze :)
Chcemy, aby ten blog był inny od pozostałych, dlatego najpierw chcemy wprowadzić was w codzienne życie głównych bohaterek: Rity i Corrie.
+ została utworzona zakładka 'Wasze blogi', możecie się tam reklamować , pod warunkiem że dodacie krótki opis bloga, inaczej komentarze bd usuwane.


świetne!
OdpowiedzUsuń